1 listopada 1998

W "Krajobrazach" ukazała się rozmowa Przeszłość - inspiracją dla młodzieży, przeprowadzona przez Jacka Buraczewskiego z Małgorzatą Sporek-Czyżewską. Tematem rozmowy była praca z młodzieżą w Ośrodku "Pogranicze - sztuk, kultur, narodów".

Przeszłość – inspiracją dla młodzieży 
Z Małgorzatą Sporek-Czyżewską rozmawiał Jacek Buraczewski
 

– Dlaczego wybrała Pani właśnie Sejny do pracy z młodzieżą? 

– Prawdą jest, że Sejny wybieraliśmy, szukając siedziby dla Ośrodka „Pogranicze”. Natomiast praca z młodzieżą w Sejnach pojawiła się jako jeden z elementów rozwijanej przez nas działalności kulturalnej, w której młodzież sejneńska bierze udział. Jest zatem konsekwencją tego wyboru zasadniczego: usytuowania pracy i życia. Oczywiście w trakcie pracy naturalne są kontakty z młodzieżą z innych miast czy krajów, trzonem są jednak Sejny i tamtejsza młodzież. 

– Skąd wziął się pomysł, aby stworzyć Klasę Dziedzictwa Kulturowego? 

– To wynika przede wszystkim z zainteresowań, które mamy jako Ośrodek „Pogranicze”. Dotyczy ono dziedzictwa kulturowego regionów pogranicznych. Pomyśleliśmy także, aby włączyć w to zamierzenie ludzi młodych, zainteresować ich dziedzictwem własnego miejsca i wraz z nimi przeżywać przygodę jego poznawania. Wyposażeni w wiedzę o swoim gnieździe będą ruszać dalej z ciekawością ku miejscom podobnym w Europie Środkowowschodniej. 

– Czy to, co zrobiliście i do czego doszliście, uznaje Pani za swój sukces? 

– Nigdy nie myślę w takich kategoriach o swojej pracy. Z kolei to, o czym pan mówi, leży w zainteresowaniach sponsorów naszych działań. Kiedy jest moment rozliczenia, oni domagają się opisania efektów, o których trudno mówić od zaraz, to są procesy, które zachodzą powoli, nie z chwili na chwilę. Pracując z młodzieżą, nie przyszło mi do głowy, by przykładać do tego miarę sukcesu. Oczywiście raduję się, kiedy ktoś wyraża uznanie dla tego, co wspólnie robimy. To moja najserdeczniejsza część pracy w „Pograniczu”. 

– Czy przystępując do tej działalności, posiadała Pani doświadczenie w podobnej pracy, czy dochodzi Pani do wszystkiego w Sejnach? 

– Rozpoczynając program Klasy Dziedzictwa Kulturowego, nie mieliśmy gotowego scenariusza, nie myśleliśmy o robieniu teatru, czy powoływaniu grupy muzycznej. Staraliśmy się szukać takich form, które dla młodych ludzi byłyby atrakcyjne. My właściwie dojrzewamy razem z tym programem, wraz z jego rozwojem. Natomiast działania artystyczne, czyli Teatr Sejneński i Kapela Klezmerska, pojawiły się jako kolejny, naturalny krok. Jego zamierzeniem w dużej mierze było uzupełnienie wiedzy historycznej, z literatury, z zakresu sztuki, takiej, na jaką młodzieży często nie starcza czasu w szkole. Program jest przede wszystkim skierowany do tych, którzy poza wiedzą szkolną, chcieliby dowiedzieć się czegoś więcej. Rozpoczynając go, szukaliśmy tak zwanych form praktycznych, które oprócz wymaganego wysiłku intelektualnego, czyli czytania, udziału w seminariach, wykładach czy spotkaniach z ciekawymi ludźmi, angażowałyby inaczej młodego człowieka. Taką znakomitą formą okazała się podróż. Poprzez nią można doświadczyć wielu rzeczy osobiście, czego nie zrealizuje się w sposób pośredni, na przykład przez czytanie książki. Z czasem pomyśleliśmy także o formach artystycznych, które uatrakcyjniają pracę edukacyjną. Nie można tu oczywiście stwierdzić, że jedna forma jest lepsza od drugiej. Ja myślę, że dobrze jest, kiedy formy są różne, kiedy wszystkie zdolności młodego człowieka są zaangażowane i zaspokajane. Teatru spróbowaliśmy wtedy, kiedy był on nam do czegoś potrzebny. W pewnym momencie zapragnęliśmy odwiedzić różne miejsca na Suwalszczyźnie. Chcieliśmy wejrzeć w życie mieszkających tu ludzi. Doszliśmy do wniosku, że jeśli chcemy dowiedzieć się od nich czegoś, my sami musimy im coś zaoferować. I takim sposobem powstało małe przedstawienie. Udramatyzowaliśmy i przekształciliśmy w spektakl „Bajkę o poczciwym Hajdaju i jego żonie Hajdajce i o Szymku, co się żenić z nią chciał”.Potrzebna była nam do tego muzyka. Sięgnęliśmy więc po instrumenty. Młodzi zaczęli szybko składać dźwięki, to był ich pierwszy kontakt z instrumentem, aż zabrzmiała muzyka. Oni najzwyczajniej się w tym „rozsmakowali”. Pojawiła się chęć kontynuowania tego. I w teatrze i w muzyce chciało się więcej. Sięgnęliśmy po „Dybuka”, dramat żydowski Szymona An-skiego „Na pograniczu dwóch światów”. Już wcześniej zastanawialiśmy się nad spenetrowaniem tradycji żydowskiej związanej z naszym regionem. Wcześniej zajmowaliśmy się wszystkimi innymi narodami Suwalszczyzny i przyszedł czas, aby przypomnieć tych nieobecnych mieszkańców Sejn, tym bardziej, że miejsce naszego Ośrodka to Stara Jesziwa, czyli była szkoła talmudyczna. Sprawujemy też opiekę nad Białą Synagogą. Te związki z kulturą żydowską w Sejnach nawoływały do skłonienia się w stronę zaprzeszłego świata. Przy okazji przygotowywania spektaklu odbyliśmy ciekawe dla nas studia nad kulturą żydowską, nad muzyką. Muzyka klezmerska, tradycyjna muzyka instrumentalna Żydów wschodnioeuropejskich stała się prawdziwą pasją, wyrosła ponad spektakl „Dybuk”. Narodziła się Kapela Klezmerska Teatru Sejneńskiego. Obok „Dybuka” istnieje osobny muzyczny spektakl, będący opowieścią o tej muzyce. 

– Gdy mówimy o Kapeli Klezmerskiej, to należy wspomnieć o prowadzącym zespół Wojciechu Szroederze... 

– Program Klasy Dziedzictwa Kulturowego od samego początku prowadzimy razem. Właśnie mija sześć lat. Ośrodek „Pogranicze” wystąpił z propozycją współpracy do młodzieży liceum sejneńskiego. Sporo osób pojawiło się na wstępnym spotkaniu, zainteresowanie było. Początkowo ciężar zajęć wykładowych z historii literatury wzięli na siebie nauczyciele z tego liceum. My z Wojtkiem prowadziliśmy zajęcia, które dotykały tych problemów na inny sposób. Były to podróże, dyskusje, spotkania, letnie obozy, muzyka, teatr, fotografia i inne. Ci, którzy postanowili zająć się muzyką, zaczęli poznawać swoje instrumenty, a wymagało to od nich wiele pracy. Wojtek był im przewodnikiem. Korzystali też z konsultacji i pomocy nauczycieli szkoły muzycznej w Suwałkach. Jednak tę podstawową, mozolną pracę każdy musiał wykonać sam. Wojtek przeprowadził ich przez kolejne kręgi wtajemniczenia, dzisiaj jest to już zespół, ta muzyka brzmi. 

– Jak ci młodzi ludzie postrzegani są w tym wąskim środowisku muzycznym, jako amatorzy czy może profesjonaliści? 

– Myślę, że nie można powiedzieć, że są profesjonalistami. Na pewno są amatorami w najlepszym tego słowa znaczeniu. Zaś ich siła grania wynika z pasji. Chyba dlatego postrzegani są bardzo dobrze przez innych. Świadczy o tym chociażby przyjazd do Sejn Davida Krakauera, jednego z najwybitniejszych klarnecistów amerykańskich, którzy grają muzykę klezmerską. 

– Jak do tego doszło? 

– Było to dziełem przypadku, spotkaliśmy się w ubiegłym roku na Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie. Pokazywaliśmy tam spektakl „Dybuk”, natomiast Kapela Klezmerska zagrała w koncercie finałowym tego festiwalu. David Krakauer był gwiazdą tamtego koncertu. Padał deszcz i wszyscy byli „zmoknięci do suchej nitki”. Organizatorzy zaprosili wszystkich uczestników koncertu na kolację. Niepostrzeżenie kolacja przekształciła się w biesiadę muzyczną. Wtedy to kapela po raz pierwszy zagrała z Krakauerem. To było jak zestrzelenie dźwięków. „Noc dziwów” – jak nazwaliśmy ją z Davidem. Kiedy przy świetle dnia rozstawaliśmy się, ktoś zaproponował: – „Przyjedź do Sejn”. – „Oczywiście, to świetna myśl” – odpowiedział. I tak też się stało. 

– Muzyka żydowska jest specyficzna. Czy nie będąc Żydem można to robić „rzetelnie”, w taki sposób, jak grali dawni sejneńscy Żydzi? 

– Nie wiem, czy oni grają tak jak Żydzi. Może to wcale nie jest takie ważne. Jest to muzyka wielce inspirująca, która ma swoją bardzo bogatą tradycję. To, że narodziła się tutaj, ma swoje znaczenie. To jakby dziedziczenie za pośrednictwem miejsca, w którym się człowiek rodzi, bo czy wszystko, czego nie ma, ginie bezpowrotnie? Chcę powiedzieć jednak, że muzyka Kapeli Klezmerskiej jest jak najbardziej współczesna i żywa. Nie chodzi nam o to, aby rekonstruować przeszłość, aby ożywiać stare, pożółkłe fotografie. To jest doświadczenie jak najbardziej dzisiejsze. Są młodymi ludźmi, kształtowanymi przez współczesność i dzisiejsze gusta. W klezmerskiej muzyce widocznie jest jakiś rodzaj energii, która może inspirować młodych ludzi. 

– Niedawno ze swoją młodzieżą z Teatru Sejneńskiego poszliście w trochę innym kierunku, powstały „Wijuny”, a one nie należą do klimatu żydowskiego? 

– To oczywiście nie jest zmiana zainteresowań, ale kolejny wątek naszych zainteresowań i doświadczeń. Przygotowaliśmy nowy spektakl teatralny „Wijuny”. Nie przyszły one do nas znikąd. Mają źródło w naszych wcześniejszych wakacyjnych wyjazdach. Mówię o podróży do wiosek polsko-ukraińskich nad Bugiem. Przywieźliśmy stamtąd bogatą dokumentację rozmów, opowieści, zdjęć, notatek, zapisów wideo. Po powrocie zrealizowaliśmy wystawę fotograficzną pt. „Losy posłuchane” i film dokumentalny. Rok później wybraliśmy się na Białoruś do wiosek polskich w okolice Lidy. Zebraliśmy nie mniejszy materiał dokumentacyjny. W miejsce to wróciliśmy raz jeszcze, rok później, czyli zeszłego lata. Po tych podróżach potrzebowaliśmy podzielić się naszymi doświadczeniami, dać świadectwo temu odchodzącemu i zapomnianemu światu. Zdecydowaliśmysię włożyć to w jakąś formę artystyczną. Scenariusz powstał na motywach dramatu Teresy Lubkiewicz-Urbanowicz „Wijuny”, wpisane zostały tam również opowieści spotykanych ludzi oraz fragmenty I i II części „Dziadów” Adama Mickiewicza. 

– Czy w odbiorze jest ona trudniejsza od „Dybuka”, poprzedniego spektaklu? 

– To jest inny spektakl. „Dybuk” był przedstawieniem bogatym inscenizacyjnie, „Wijuny” są bardziej aktorskie, z silnie zarysowanymi postaciami. Pracowaliśmy nad nim całe minione lato. Spektakl jest refleksją o czasie, o przeszłości, która bez litości wdziera się w teraźniejszość, o losie, o starości i śmierci, o ludzkich tęsknotach. Dedykowany jest pamięci starców spotykanych w czasie naszych wędrówek i ich krainie „zapomnianego czasu”. 

 Młodzież rozjechała się po uczelniach, czy nie jest to zagrożeniem dla dalszego funkcjonowania teatru i kapeli? 

– Nie, na pewno nie. Mamy doświadczenie z poprzedniego roku, kiedy część zespołu już była studiująca. Spotykaliśmysię raz w miesiącu na kilkudniowych zjazdach i w każdym możliwym wolnym od nauki czasie, a było tego niemało. To nie jest więc przeszkoda. Już w listopadzie zamierzamy pokazywać spektakle w Słupsku i w Gdańsku. Poza tym w listopadzie, w „czasie zadusznym”, chcemy wystąpić w Sejnach i w Suwałkach. 

Poza tym podobną drogą kroczy inna, młodsza grupa, która być może przejmie rolę tych starszych. 

"Krajobrazy" 1.11.1998