Zapraszamy do naszego forum dyskusyjnego.

Ta strona została stworzona z myślą o wszystkich zainteresowanych wydarzeniami w Jedwabnem. Tutaj czekamy na Wasze opinie. Użyj formularza na pierwszej stronie dyskusji.

[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12]

Autor Data

Yosef Endek

17.04.2001

Zobacz jak zyd zyda przeprasza!!
PRZEPRASZAM - a kiedy zyd przeprosi Polakom za zydowskie zbrodni przeciw Polakow. Kiedy zyd podziekuje Polakom ze mial gdzie zyc kiedy Izraela nie bylo. Zchowaj sie do dupa zydo!
ZEBY POLSKA BYLA POLSKA - Bez zydow

Julian Grzesik

14.04.2001

MITYNG W STYLU PRL POD DOMINIKAŃSKĄ BATUTĄ Z UDZIAŁEM PROFESORA JANA TOMASZA GROSSA

Dnia 29 III 2001 roku, w Centrum Kultury przy ul. Peowiaków w Lublinie, z inicjatywy i pod przewodnictwem o. dominikanina z Lublina, miało miejsce niecodzienne spotkanie z przybyłym z USA autorem książki "Sąsiedzi". Wielebny ojciec do dyskusji panelowej zaprosił ks. dr. Romana Jakuba Wekslera-Waszkinela, który pomimo, że kilka tygodni temu otrzymał ode mnie materiały opracowane przez prof. Strzembosza na temat uroczyska Kobielno, opublikowane w Karcie z 1991 r., nie odniósł się do meritum sprawy - treści książki "Sąsiedzi", dramatu w Jedwabnem, a uprzednio w Kobielnym, lecz piał peany na cześć papieża, co nie miało żadnego związku z podstawowym tematem tego zgromadzenia.
Przed wystąpieniem autora "Sąsiadów", wyświetlono film Michała Trepki osnuty na wierszu Miłosza o warszawskiej karuzeli, że pod murami była ona czynna nawet w czasie powstania w getcie. Stefan Bratkowski, który akurat mieszkał w pobliżu, stanowczo temu zaprzecza. Tak się złożyło, że wówczas wraz z ojcem przez trzy dni mieszkaliśmy na starym mieście w Warszawie i do dzisiejszego dnia dźwięczy mi w uszach kanonada i wybuchy w getcie oraz po stronie aryjskiej towarzysząca temu groza. Twierdzę, że chyba tylko wyrodna matka w takim czasie wysłała by swoje dziecko na karuzelę? Takiego rozgraniczenia w jej funkcjonowaniu w czasie, w tym tragicznym filmie reżyser nie zaznaczył, lecz bazując na nieszczęściach jego narratorów przemycił półprawdę, która w swej istocie jest gorsza od samego błędu. Gwoli sprawiedliwości mógłby pokazać, jak w tym samym czasie bawiły się dzieci żydowskie w amerykańskich lunaparkach lub przyjęcia, jakiego ze strony amerykańskich Żydów doznał Jan Karski i Szmul Zygelbojm, który w tym czasie, w akcie rozpaczy popełnił samobójstwo w Londynie.
Po takim zmiękczeniu mózgów, pan Gross w czasie swych wystąpień w żadnym szczególe nawet nie starał się poszerzyć lub bodajże uwiarygodnić treści prezentowanych w "Sąsiadach". W takim też stylu żonglerką słowną i pustosłowiem, bagatelizował i minimalizował ciężar gatunkowy podnoszonych przez pytających kwestii. Byłem na tyle w lepszej sytuacji od niektórych, ponieważ mając w komputerze tekst "Sąsiadów" znałem ich treść i zawarte w niej nieścisłości. Obserwując nieuczciwą grę pana Grossa i sekundującemu zakonnikowi, ustawiłem się w kolejce w celu zabrania głosu. Niestety, chociaż byłem najstarszym i przede mną było tylko trzech studentów, pomimo ponawianej z mej strony prośby, o g. 20. 20 dominikanin żadnemu z nas nie udzielił już głosu, zamykając zgromadzenie. W takiej scenerii, w stylu minionej epoki, zalegalizowano w Lublinie treść "Sąsiadów".
Sam sposób prowadzenia tego mityngu, tym razem pod dominikańską batutą, nazwałbym skandalicznym. Jako pierwszy, poprosił o głos starszy człowiek, który przedstawił się jako b. mieszkaniec z okolic Jedwabnego, znający prawdę na ten temat usiłował podbudować ją kilkoma faktami. I stała się rzecz niesłychana, wprost siłą odebrano mu mikrofon. W takim terrorystycznym stylu był prowadzony ten cały odrażający spektakl. Bezpardonowo z wieloma pytającymi postąpiono podobnie. Chwytem pana Grossa było, czy czytał Pan książkę? I biada temu kto się przyznał, że jej nie czytał. A przecież w gestii i do obowiązków autora i organizatorów należy, by została przeprowadzona jej uczciwa prezentacja. Śmiem twierdzić, że pan .Gross celowo uchylił się od autorskiego obowiązku, a dominikanin umożliwił mu wyprowadzenie słuchaczy w pole i potraktowanie jako bezmyślnego "motłochu". Zachęcony możliwością porozmawiania z panem Grossem po tym spektaklu, już na podium, na rutynowe pytanie czy czytałem książkę? Odpowiedziałem, tak, dodając, że Pan ją bardzo tendencyjnie napisał. Poprzez pytania usiłowałem rozwiać swoje wątpliwości, ale otrzymane odpowiedzi tylko pogłębiły moje przeświadczenie o instrumentalnym, wręcz nieuczciwym manipulowaniu materiałem faktograficznym opisywanych zdarzeń. Zapytałem go: czy na przestrzeni ub. dziewięciu wieków zamieszkiwania Żydów w Polsce, łącznie z okresem II RP, okupacji, i aż do obecnych czasów jest on w stanie wskazać jakąkolwiek polską siłę polityczną, która by nawoływała do eksterminacji Żydów? Odpowiedź zgodnie z prawdą brzmiała; Nie było. Wobec tego czy do śmierci Piłsudskiego Żydzi byli w Polsce dyskryminowani? Odpowiedź brzmiała: Nie. W tym świetle jest rzeczą oczywistą, że przedwojenne czteroletnie antysemickie ekscesy polskiej prawicy w obronie ekonomicznych zagrożeń ze strony konkurencji żydowskiej, ani też udział nielicznych Polaków w zbrodniach na Żydach okresu okupacji i po jej zakończeniu w trakcie walki z narzuconym Polsce systemem komunistycznym, nie może zniweczyć dobrodziejstw, jakie od wieków Żydzi doświadczali ze strony Polaków!
Następnie zapytałem: czy jeszcze w jakiejkolwiek części Polski, oprócz łomżyńskiego, wydarzyła się podobna zbrodnia oraz czy jest w stanie wyjaśnić dlaczego akurat tam to nastąpiło? Odpowiedział, że nie wie i sam by chciał otrzymać odpowiedź na to pytanie. Zarzuciłem, że w sposób fałszywy przedstawił obraz "entuzjastycznego (oprócz Żydów) witania w 1941 wojsk hitlerowskich przez Polaków na Wschodzie i kolaborowania z Niemcami, włączywszy się również w proces eksterminacji Żydów" (s. 109-111). Zaznaczyłem, że przecież Polacy stanowili tam mniejszość, a po czterech deportacjach na Sybir ponad miliona obywateli nie mieli podstaw się smucić, że sowiecki koszmar i dalsze wywózki już się skończyły. W odpowiedzi obstawał, że jednak jeszcze dużo Polaków tam mieszkało i powołał się na meldunek Grota-Roweckiego, w którym nie ma żadnej wzmianki o Polakach, lecz tylko o miejscowej ludności. W "Sąsiadach" autor zupełnym milczeniem pokrył większości etniczne zamieszkujące te tereny, usiłując w rozmowie imputować treści depeszy jakich nie zawiera. Wielka szkoda, że zapomniał zacytować, co w swej książce "W czterdziestym roku nas matko na Sibir zesłali" na s. 32 napisał: "Kiedy do Lwowa, Wlodzimierza i Brześcia przybyły komisje niemieckie dla umożliwienia wyjazdu za Bug właśnie masy tych "dobrowolców" Żydów wiwatowały setkami tysiącami na cześć Niemiec i Hitlera. Proszę sobie wyobrazić tłumy Żydów krzyczących: niech żyje Hitler! ... Pewien oficer niemiecki zwrócił się do tłumu Żydów i zapytał: "Żydzi dokąd jedziecie przecież my was zabijemy".
Po takiej edukacji ofiarowałem panu Grossowi moją książkę o Żydach - "Aliję Izraela". Napisałem ją z potrzeby serca dania świadectwa Prawdzie, w tym o stosunkach polsko - żydowskich, które znam z autopsji. Została ona przetłumaczona i wydana wyłącznie za moje własne pieniądze w polskim i niemieckim języku, a ponadto z takim samym obciążeniem finansowym przetłumaczona i przygotowana do druku w rosyjskim, rumuńskim i francuskim języku. Od nikogo nie otrzymałem na ten cel ani jednego dolara i dlatego w ocenie faktów mogę zachować zupełną niezależność i obiektywizm. Sądzę, że podobnie jak ja, zgromadzona publiczność z niesmakiem i goryczą opuszczała tego wieczoru Centrum Kultury. Przezwyciężając niechęć do ponownego czytania "Sąsiadów", przeanalizowałem jej treść konstatując, że nie służy ona poznaniu rzeczywistej prawdy o tym co się wówczas stało, lecz będzie stanowiła niezłą mieszankę wybuchową tak dla polskich, jak i żydowskich ekstremistów o nieprzewidzianych do końca skutkach, kładące się ciężkim brzemieniem nad polsko-żydowskim pojednaniem.

Krytyczny przegląd "Sąsiadów"

Nie zamierzam w jakikolwiek bądź sposób usprawiedliwiać popełnionych na tamtejszych Żydach zbrodni, ani też zaprzeczać udziałowi w niej miejscowych Polaków, lub bodajże występować w ich obronie w roli advocatus diaboli. Pozwolę sobie jedynie zwrócić uwagę na nieuczciwe wykorzystywanie przez pana Grossa męczeństwa tych ofiar dla celów politycznych. Ani film pani Arnold, ani pod tym samym tytułem książka "Sąsiedzi", nie stanowią wiarygodnego kompendium wiedzy na ten temat. Nie jest ona dziełem naukowym, ale tendencyjną publikacją. My, którzy żyliśmy w czasach brunatnego i czerwonego faszyzmu, jeszcze nie zdołaliśmy zapomnieć metod, jakimi się posługiwała ich propaganda w ogłupianiu "motłochu", żądnego "chleba i aren". Obserwowana dziś niemal we wszystkich dziedzinach życia naszego kraju zgnilizna, jest efektem nie rozliczenia się z jej siewcami i nie objawienia przed współczesnym młodym pokoleniem perfidii metod, jakimi dla osiągnięcia celów się ona posługiwała.
Pan Gross w dużej mierze oparł się na relacjach zbiegłego z pogromu Żyda, który w filmie stwierdza, że uciekł w żyto i widział zaledwie jego początek. Opierając się na podobnie "wiarygodnej" relacji Finkelsztajna napisał: "Polacy w Radziłowie wybudowali łuk tryumfalny, ozdobiony swastyką, portretem Hitlera i hasłem: "Niech żyje armia niemiecka, która wyzwoliła nas z pod przeklętego jarzma Żydokomuny". (s. 39). Pytam: czy pan Gross nie był w stanie sprawdzić prawdziwość tej insynuacji? Szkoda papieru na wykazanie kłamliwości tego pomówienia, a ponadto nie ma potrzeby zwalniać Autora z obowiązku udowodnienia serwowanych czytelnikom fałszów. Według pana Grossa, Sowietów witała w Jedwabnem jedna żydowska i dwie polskie rodziny, doliczył się zaledwie tylko jednego żydowskiego konfidenta NKWD Lewinowicza, który pomagał w aresztowaniu kpr. Borawskiego, którego wprost makabryczne przeżycia w czasie śledztwa w cyt. wyżej książce na s.327- 339 przedstawił sam pan Gross. Zaniedbał przy tym sprawdzić jaką rolę w zsyłkach Polaków na Sybir odegrał inny żydowski szpicel z Jedwabnego, Meir Wajnsztajn oraz ilu tamtejszych Żydów było milicjantami wywożącymi Polaków na zsyłkę. Nie zapomniał jednak doliczyć się aż 25 Polaków, którzy mieli nawiązać agenturalną współpracę z NKWD lecz i tu nie uważał za stosowne wyjaśnić, w jak dramatycznych okolicznościach dokonała się ich osobista tragedia. Żeby nie być gołosłownym, podam pod uwagę następne "rewelacje" pana socjologa Grossa. Widocznie też celowo nie zacytował choćby tych fragmentów, jakie w 1981 r. w swej książce sam ujawnił na temat niegodziwości popełnianych na Polakach przez Żydów pod okupacją sowiecką. Może zdoła oświecić pana Grossa w tej sprawie świadectwo najodważniejszego z "białych kurierów", lwowiaka, Tadeusza Chciuka (Marek Celt), który na s. 209 książki "Biali Kurierzy" wyd. w 1986 w Monachium pisze: "Pod Sowietami (...) my Polacy, boimy się Żydów, oczywiście nie wszystkich, ale się boimy bardziej niż kogo innego. Oni najbardziej niebezpieczni, są wszędzie, są najgorliwszymi komunistami, dużo wiedzą, pomagają "rozpracowywać" teren, sam mam takich kolegów z gimnazjum, uniwerku..." (Alija s. 157).
Syn gen. Janyszajtisa w liście do ojca wysłanym do Londynu 8 grudnia 1939 r. pisał: "Żydzi tak potwornie męczą Polaków i wszystko co jest związane z polskością pod sowieckim zaborem (...) że Polacy w tym zaborze od starców do kobiet i dzieci włącznie przy pierwszej sposobności tak potwornie na nich zemstę wywrą, o jakiej jeszcze żaden antysemita nie miał pojęcia". Pan Gross treść listu tak skwitował: "Jako opis sytuacji był to tekst chybiony, ale jako proroctwo, niestety, potwierdzone przez późniejsze wydarzenia" (s 116). W tym kontekście doskonała książka "W czterdziestym nas Matko na Sibir zesłali" świadczy dziś przeciw panu Grossowi i służy za dowód rzeczowy w ocenie "Sąsiadów".
Na s. 55, 59 pan Gross tak minimalizuje udział Niemców w zbrodni w Jedwabnem: "Czy wyszła od Niemców czy była oddolna inicjatywa radnych miejskich Jedwabnego - nie sposób ustalić. Zresztą jest to bez żadnego znaczenia, bo obie strony najwyraźniej doszły z sobą do porozumienia". Pytam pana Grossa, choć z góry jestem przekonany, że urodzony w 1947 r. nie ma pojęcia jaka była sytuacja Polaków pod okupacją niemiecką, czy jest w stanie udowodnić, że Polacy w okresie okupacji byli stroną dla Niemców, która jak w tym przypadku, mogła mieć wpływ na podjęcie decyzji w sprawie mordu w Jedwabnem? Ponadto pisząc o rzekomych "radnych" nie będzie w stanie udowodnić, że w tak krótkim czasie po wkroczeniu Niemców mogła zostać ona wyłoniona przez bliżej nieokreślonych wyborców. Widocznie nie wie o tym, że Karolak nie był wybranym przez ludność miasteczka, ale że go Niemcy mianowali komisarycznym burmistrzem Jedwabnego. Na s. 59 czytamy, że "posterunek żandarmerii w Jedwabnem okazał się najbezpieczniejszym miejscem dla Żydów i kilka osób, które tam weszły uszły z życiem tyko dlatego, że się tam znaleźli". Nie obchodzą go już Żydzi uratowani w tym samym czasie przez Polaków, choćby jego główny świadek oskarżenia, na którego relacjach oparł swoją książkę. Nie poczuwa się również w obowiązku wyjaśnić czytelnikowi, że aż trzy Żydówki ocalały na posterunku tylko dlatego, że były potrzebne Niemcom w roli darmowej siły roboczej.
Dalej pan Gross pisze: "Ale bezpośredni w niej udział Niemców 10 lipca 1941 r. ograniczył się przede wszystkim do robienia fotografii, jak już wspomniałem, filmowania przebiegu wydarzeń". Jak tego dowiódł prof. Strzembosz w art. "Inny obraz Sąsiadów" (Rzeczpospolita 31 III-1 IV), że pan Gross pierwszy miał dostęp do akt śledztwa z procesu "które mówią zupełnie coś innego, niż twierdzi prof. Gross, opierający się co prawda nie tylko na nich, ale głównie na nich". Doprawdy brak słów na określenie makiawelizmu w uniewinnianiu Niemców - głównych sprawców zbrodni, poprzez przerzucanie jej ciężaru na ich wykonawców. Śledztwo IPN prowadzone w tej sprawie, na wyniki którego nie chciał zaczekać pan Gross, da Bóg, w szerszym zakresie wyjaśni i ten problem. Jedno jest pewne, że gdyby nie okupacja sowiecka, a wkrótce po niej niemiecka, tragedia ta nigdy nie miałaby tam miejsca, jak nie wydarzyła się podobna w czasie tysiącletniego pobytu Żydów w Polsce. Dlatego rewelacje na jej temat stały się szokiem dla polskiego społeczeństwa.
Pan Gross nie ma odpowiedzi dlaczego akurat jedwabiński dramat wydarzył się w łomżyńskim? Nie będę go wyręczał w dociekaniu prawdy na ten temat. Może jednak z kolei pomoże mi on wyjaśnić fenomen patriotyzmu i poświęcenia tamtejszej ludności w zorganizowaniu niemalże powszechnego Ruchu Oporu, w tym ochranianie i wyżywienie ok. 200-osobowego oddziału partyzanckiego w uroczysku Kobielno? W następstwie zdrady, czy mógłby mi wskazać jakiekolwiek inne obszary wiejskie pod okupacją sowiecką, które by zostały przez nich tak potwornie spacyfikowane jak okolice Jedwabnego?
Na s.115 pan Gross podaje przykład panny Karolci Sapatowej ze wsi Witaszowo spod Wadowic, którą sąsiedzi straszyli makabrycznymi konsekwencjami o ile nie pozbędzie się dwu ukrywanych dziewczynek żydowskich. Aby uspokoić mieszkańców ogłosiła, że je utopiła, a pan Gross ten fakt w bezkrytyczny sposób tak skomentował: "wieś uspokoiła się i odetchnęła z ulgą dopiero wtedy, kiedy uznała, że jedna z ich mieszkanek zamordowała dwoje małych żydowskich dzieci".
Nie znam tego przypadku, ale doskonale z autopsji znam podobny i mogę coś w tej sprawie powiedzieć. W Aliji s. 163 przytoczyłem przypadek Szapiry, który samowolnie oddalił się z kryjówki i po schwytaniu go przez żandarmów przyprowadził ich do domu, w którym ukrywała się jego żona z synem. Gdy zauważyli go w takim towarzystwie zbiegli, ale wraz z nim śmierć poniósł ich opiekun pan Zielenkiewicz z Ossowy k/ Warszawy. W każdej polskiej wsi istniały podziemne struktury i zdekonspirowanie kryjówki Żydów groziło niewyobrażalnymi represjami ze strony okupanta. Mieszkańcy nie jednej wsi znajdowali się w podobnej sytuacji i na powyższym przykładzie nie mogli wykluczyć i tego, że zaaresztowany Żyd może niejednego z nich wydać Niemcom. Przypadek Witaszowa dowodzi, że jednak nikt z mieszkańców nie zadenuncjował znerwicowaną pannę Karolcię. Relację zestresowanej kobiety socjolog winien sprawdzić, a nie według z góry nakreślonego scenariusza wyprowadzać upiorne hipotezy.
W "Sąsiadach" nie doczytałem się, by autor chociażby przez wzgląd na jedną trzecią Polaków z ogólnej liczby odznaczonych przez Yad Vashem, zechciał wyjaśnić fenomen rzekomo antysemickiego narodu i przypomnieć czytelnikom rolę, jaką Polacy odegrali w ratowaniu Żydów w okresie okupacji lub bodaj zainteresować ich chociażby udokumentowanym losem rodzin 703 Polaków, którzy z rąk okupanta za to "przestępstwo" ponieśli śmierć. Pytam Pana Grossa: czy zainteresował się, lub jakakolwiek instytucja żydowska w świecie rodzinami pomordowanych przez Niemców Polaków za ratowanie Żydów? Polecam wiarygodną książkę: "Those Who Helped".
Na s. 99 na temat powojennych polsko - żydowskich stosunków autor dostarcza czytelnikowi następną porcję makiawelizmu, pisząc: "Zastanawiam się, czy zamiast powtarzać sobie jak to Berman z Mincem zawładnęli Polską w 1945 r. i tłumaczyć pogrom kielecki prowokacją UB, nie należy tej zasady zastosować dla zrozumienia zjawiska powojennego antysemityzmu w Polsce". Nie posądzam, że celowo dla odwrócenia uwagi od tej zaplanowanej i do końca wyreżyserowanej sowieckiej prowokacji, autor podsuwa czytelnikowi "dowody" polskiego antysemityzmu wg. niego ujawnionego w strajkach załóg wielu fabryk w różnych rejonach Polski w obronie zasądzonych sprawców pogromu kieleckiego. Czy nie wie on o tym, że tak szef wojewódzkiego UB jak i sekretarz PPR w Kielcach byli Żydami, a jeden z nich zrzucony samolotem jeszcze za okupacji wysokiej rangi NKWD-dzistą? Nie miejsce tu na polemikę z takimi "pseudo argumentami", które po części już rozpatrzyłem w Aliji, a dogłębniej uczynili i nadal czynią w tym zakresie polscy historycy. Związki plemienne i solidarność środowiskowa z "władcami" PRL, z których wywodzą się późniejsi rewizjoniści pozbawiły autora "Sąsiadów" obiektywizmu w przecież tak oczywistej sprawie. Z takiego pokroju marksistowską dialektyką, moralnością Kalego i jezuicką kazuistyką, nie ma żadnych szans, ustalić z autorem co w nich jest prawdą, a co fałszem.
W podtytule "Anachronizm" pan Gross zbrodnią w Jedwabnem obciąża wszystkich Polaków pisząc: "I w tym sensie nie popełniamy nadużycia zadając pytanie, czy to, co zrobili Laudański i Karolak - poprzez skrajne, niezwykłe czyny, które popełnili - angażuje naszą tożsamość zbiorową? Pytanie moje jest oczywiście retoryczne, bo świetnie rozumiemy, że tego rodzaju masowe zabójstwo dotyczy nas wszystkich". Swoje dywagacje przed wydaniem przez sąd III RP ostatecznego wyroku w tej bolesnej sprawie, pan Gross zakańcza takim werdyktem: "Bo w rzeczy samej, tysiąc sześciuset jedwabińskich Żydów ... zamordowali nie żadni hitlerowcy ani enkawudziści, ani ubecy, tylko społeczeństwo". Odpowiedzialność zbiorowa w rozumieniu pana Grossa przedstawia się tak: "Innymi słowy, tak zwana ludność miejscowa biorąca udział w mordowaniu Żydów, robiła to na własne życzenie. Czy aby tutaj nie kryje się ważna cząstka odpowiedzi na pytanie trapiące polską opinię publiczną: dlaczego Żydzi mają do Polaków taki trwały uraz, zdawałoby się głębiej zakorzeniony niż do samych Niemców, którzy przecież byli pomysłodawcami, inicjatorami i głównymi wykonawcami zbrodni".
W art. "Szok Jedwabnego" A. Michnik pisze: "W upartym milczeniu międzynarodowego żydostwa, w zabiegach propagandy niemieckiej usiłującej już teraz zrzucić odium za rzeź Żydów na Litwinów i Polaków, wyczuwamy planowanie wrogiej dla nas akcji" . Jak wynika z przeglądu "Sąsiadów" w tej "planowanej wrogiej dla nas akcji", pan Gross z swoją książką, z własnej woli, w pogłębieniu fałszywego wizerunku Polski w świecie, uplasował się na przedniej pozycji.
Wraz z "Sąsiadami", które opublikowała Rzeczpospolita, na tych samych szpaltach Klaus Bachman pisze, że: "Tam gdzie u profesora Strzembosza "Żydzi kolaborują", tam profesor Gross chroni ich hurtem przed zarzutem kolaboracji" rozgrzeszając ją, niemiecki publicysta tak nas poucza: "mniejszości narodowe w Polsce przedwojennej nie miały powodu, aby tę lojalność okazywać, skoro Polska dawała im na każdym kroku do zrozumienia, że nie jest ich państwem". Polacy już przerabiali ten scenariusz, a co sobą reprezentowali różnego pokroju Brutusy, to świetnie ich opisał Ringelblum w swojej kronice s. 426-428 ( patrz Alija s. 142).
Nareszcie Polacy zostali oświeceni, że nadaremnie wylali hekatomby krwi, by m.in. uchronić swoje mniejszości narodowe przed czerwoną dżumą - deportacjami, sztucznymi głodami, wynarodowieniem etc., bo żadne normy prawne ani moralne nie nakładały na nie obowiązku lojalności w stosunku do państwa polskiego. Zapewne poczuwa się też zwolniony z tej odpowiedzialności ateista (jak się publicznie zdeklarował w Lublinie) pan Gross, który niby ma ojczyznę w Polsce, ale z tych słów wynika, że najbliżsi są mu raczej żydowscy odstępcy od wiary swych przodków. Prawdziwi Żydzi przestrzegający przepisy Prawa Bożego nigdy nie byli dla Polski problemem, lecz siewcami antysemityzmu byli i nadal są renegaci żydowscy, nie-Żydzi jak ich określa prof. Johnson. Nie muszę przypominać ich udziału w rzezi ludności w czasie rewolucji w Rosji. Czerwoni komisarze hord, polskiego nie-Żyda Tuchaczewskiego i Bronsztajna-Trockiego, po zajęciu Podlasia na trwale zapisali się w pamięci ludności, a powtórka zdrady w latach sowieckiej okupacji dopełniła czary goryczy. Ponadto wiarygodne dla wszystkich są w tej materii książki Żyda, Bubela, komisarza Budionnego, zamordowanego w czasie represji stalinowskich. Coś niecoś wiem na ten temat od swego ojca, który brał udział w wojnie z bolszewikami w 1920 roku, przebywał w ich niewoli, z której zbiegł i został uratowany przez Polaków na hutorze w okolicach Sławuty.
W Jedwabnem wśród uczestników pogromu pan Gross wymienia trzech braci Laudańskich i dwu braci męczennika, powiedziałbym bohatera, który nikogo nie wydał w trakcie straszliwego śledztwa kpr. A. Borawskiego. Nie wyjaśnia przy tym dlaczego w tak bestialski sposób zamęczono żydowskiego szpicla, (czy członka jego rodziny) Lewinowicza, który współuczestniczył z NKWD w aresztowaniu A. Borawskiego? Jadwiga Laudańska w walce z NKWD na uroczysku Kobielno zginęła śmiercią bohaterską. Nie mnie sądzić jakimi pobudkami kierowali się jej bracia oraz Borawscy w czasie tej tragedii, bo uczyni to niezawisły sąd RP.
Na s. 119 "Sąsiadów", powołując się na niemieckiego myśliciela Voegelina pan Gross przytacza jego definicję "hołoty" wraz z swoją konkluzją: "hołota" nie ma autorytetu duchowego ani umysłowego, ani też nie umie reagować na racjonalne argumenty i nakazy duchowe nawet jeśli są do niej adresowane (...) bardzo jest trudno zrozumieć, że elity społeczeństwa mogą się składać z hołoty". (...) "Dlaczego w pięć lat później nie miałoby się (z niej- JG), rekrutować zaplecze stalinowskiego aparatu władzy, nie odrzuciłbym tej hipotezy. Powtórzmy - że to rodzimy lumpenproletariat raczej niż Żydzi, stanowił społeczne zaplecze stalinizmu w Polsce". Gwoli ścisłości można te uczone dywagacje uzupełnić przynajmiej jedną informacją, że na 450 kierowniczych stanowiskach w MSW, 135 stanowiła żydowska "hołota". Ile było jej w sądownictwie, prokuraturze, informacji, wojsku i na innych kluczowych pozycjach aparatu totalitarnej władzy komunistycznej w Polsce, pozostawiam do ustalenia profesorowi Grossowi. W czasie lubelskiego mityngu jako jeden z jego uczestników doświadczyłem poniżającego potraktowania zgromadzonej na nim "hołoty" i to mi już w zupełności wystarczy.
Szanowny Panie Gross! Być może Pan zauważył, że jak nigdy przedtem, podobnie jak w przypadku choroby Parkinsona, której na razie u mnie jeszcze nie stwierdzono, zaczęła mi się trząść ręka i dlatego na ofiarowanej Panu Aliji, nie mając okularów, tak nabazgrałem dedykację. Powodem mojego wzburzenia stała się Pańska książka i rozszyfrowanie nieuczciwej gry, jaką za jej pośrednictwem Pan prowadzi w zniesławianiu naszego narodu, któremu przecież tak wiele zawdzięcza, o czym nie można zapominać.
Panie Gross! Zapewniam, że z piersi mej matki nie wyssałem antysemityzmu, lecz raczej filosemityzm. Jestem zdeklarowanym przyjacielem autentycznie wierzących Żydów, którzy jako wierni kustosze Księgi Świętej przekazali ją w nieskażonym stanie nam, chrześcijanom. To z krwi i ciała Syn Boży, jako Żyd, dobrowolnie złożył z siebie ofiarę za cały rodzaj ludzki, w tym też za najgorszych przestępców żydowskich skazanych na mocy Prawa Przymierza na haniebną śmierć krzyżową. Dzięki Abrahamowi, ojcu wszystkich wierzących i prawdziwym Żydom rozwiniętym w Przymierzu Prawa, w sercach których Jezus nie znalazł zdrady, zostały utworzone zręby Kościoła chrześcijańskiego z jego żydowskim episkopatem z 12 apostołów. Nie sposób wymieniać wszystkich dobrodziejstw jakie świat otrzymał za pośrednictwem Żydów wiernych Bogu i zawartemu z Nim Przymierzu. Zawsze mam przed oczyma słowa Bożej obietnicy, że "będę błogosławił, błogosławiącym tobie, a przeklinającym cię przeklinać będę" i nigdy nie chciałbym się znaleźć w pozycji walczenia z Bogiem, czyli w jakikolwiek bądź sposób szkodzenia wybranemu przez Niego narodowi izraelskiemu.
Przyjechał Pan do Lublina, dawnej, oprócz Wilna, Jerozolimy wschodu. Przyjechał Pan zarazem na kirkut lubelszczyzny, który przyjął prochy miliona ofiar całopalnych Shoah. Niegdyś Bóg Izraela rozkazał Mojżeszowi by zdjął swoje obuwie, bo ziemia na której stał jest święta. Wszyscy, którzy usiłują pisać lub mówić na temat całopalnej ofiary Holocaustu, a nie czynią tego z należną czcią i pokorą, bez względu na ich tytuły, są profanami, a w takiej roli nie chciałbym widzieć Pana.
Sądzę, że Polacy będą Panu wdzięczni za pomoc w pokucie za faktycznie popełnione narodowe przestępstwa. Pokuta jest najlepszym środkiem naprawiającym krzywe drogi tak jednostek jak i narodów. Mam jednak nadzieję, że Pan ma też wdzięczne pole do pracy w stosunku do żydowskich nie-Żydów, którzy tak już zniesławili i nadal zniesławiają cały naród żydowski. Proponowałbym Panu by użył swych talentów i wpływu, aby państwo Izraelskie przestało otaczać parasolem ochronnym żydowskich przestępców, którzy w okresie stalinowskim dopuścili się ciężkich zbrodni na polskim narodzie. A może uda się Panu skłonić b. prokurator, żonę pańskiego przyjaciela prof. Brusa, oskarżanej o współ-morderstwo bohatera i męczennika narodowego gen. Emila Fildorfa, do stawienia się przed majestatem niezawisłego sądu III RP, by mogła dowieść swej niewinności lub odpokutować za popełnione przestępstwa? Byłoby to wielkie osiągnięcie z Pańskiej strony i z całego serca życzę Panu na tym polu samych sukcesów.
Żywię cichą nadzieję, że weźmie Pan pod uwagę wykazane powyżej nieścisłości i nie pogardzi pokutną włosiennicą w naprawie zła, jakie wyrządził swą nieodpowiedzialną publikacją. W walce z ksenofobią i antysemityzmem należy się posługiwać tylko prawdą, bo wszelkie półprawdy, zafałszowania stanowią idealną pożywkę do rozpleniania się plagi antysemityzmu, a taki plon, obym się mylił, niestety wyda książka "Sąsiedzi". Obawiam się, bym po lekturze "Sąsiadów", sam nie stal się antysemitą nie-żydowskich semitów i mam nadzieję, że naprawienie krzywdy uczynionej Polsce przez Pańską publikację, przywróci wiarę w żydowskie nie-Żydów poczucie sprawiedliwości. Nie znając Pańskiego adresu, mam nadzieję, że za pośrednictwem środków społecznego przekazu, do których kieruję niniejszą, krytyczną ocenę "Sąsiadów", zapozna się Pan z jej treścią.

Z poważaniem Julian Grzesik

[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12]

na górę