Odpowiedź na pamflet Tadeusza Słobodzianka

ZŁO W SUTANNACH

Nie podejmuję polemiki, bo nie wiem, jakie przeżycia doprowadziły wybitnego dramaturga do tak krzywdzących uogólnień. Szukam w dzienniku Słobodzianka czegoś, co może nas połączyć. I znajduję - pisze KS. ANDRZEJ LUTER

Czy reagować na pamflet? Można przecież podsumować tekst Tadeusza Słobodzianka "Historia się skończyła" ("Gazeta Wyborcza" z 28.09.2001 r.) krótko: wybitny dramaturg w sposób pełen pasji i emocji ("Co tak ostatnio mną dupnęło?") zareagował na głupotę, ciemnotę i ksenofobię osób przychodzących na spotkania autorskie Jana Tomasza Grossa, twórcy "Sąsiadów". Byłoby to jednak duże uproszczenie. Słobodzianek zawarł w swoim tekście wiele tez i niesprawiedliwych uogólnień, które nawet w pamflecie mogą razić.

Słobodzianek to autor bardzo ważny dla mnie. Pamiętam jego recenzje teatralne, które pisał dla "Polityki" w latach 70. pod pseudonimem Jan Koniecpolski. Już wtedy było wiadomo, że to postać znacząca na polskiej mapie intelektualnej. "Obywatela Pekosiewicza" uważam za jedną z najciekawszych analiz Marca'68. Nagranie telewizyjne tej sztuki przeniesionej z Teatru im. Jaracza w Łodzi (reż. Mikołaj Grabowski) przechowuję na kasecie i pokazuję młodzieży oraz klerykom. Jest o czym dyskutować i o co się pokłócić (kontrowersyjny dialog biskupa z sekretarzem partii). Potem widziałem burzącego krew w żyłach "Proroka Ilję", no i wreszcie "Sen pluskwy", który może być atakowany ze wszystkich stron "polskiej sceny". Jest zatem Słobodzianek jednym z nielicznych polskich twórców, którzy dotykają do bólu polskich sumień. Być może robi to czasami niesprawiedliwie, ale jest artystą, a nie historykiem.

Dlaczego zatem tekst "Historia się skończyła" oburzył wielu ludzi mądrych i otwartych na racje innych i nie chodzi mi tu bynajmniej tylko o Radę Etyki Mediów. Mogą mówić za siebie. Znajduję w tym pamflecie spisanym w formie osobistego dziennika bezlitosny i brutalny antyklerykalizm, który może robić wrażenie zajadłego i nietolerancyjnego antykatolicyzmu. Tadeusz Słobodzianek, pisząc ironicznie o "Waszym Dzienniku" - chodzi oczywiście o "Nasz Dziennik", co nie oznacza, że jest to mój dziennik - chyba nieświadomie przyjmuje retorykę i styl tej gazety. Czytamy zatem: "W Jedwabnem polscy katolicy mordowali polskich Żydów. Może odtąd słowo ťkatolikŤ należałoby pisać dużą literą? Jak ťŻydŤ? ťKatolikŤ na cześć Jedwabnego?". Nie chcę interpretować tych zdań. Uważam jednak, że nie można stosować tylko i wyłącznie kryterium wyznaniowego w ocenie przyczyn tej strasznej zbrodni. Oczywiście, mordowali ludzie uważający się za katolików. Byli to Polacy. Mogę sobie też wyobrazić, że wśród mordujących znajdowali się ludzie, dla których katolicyzm stanowił rzeczywistość całkowicie abstrakcyjną. Antysemityzm jest ponadwyznaniowy. Nienawiść wciska się w każde środowisko, jest jak legendarna suknia Dejaniry, której nie mógł się pozbyć Herkules.

Ciekawe są reakcje na zbrodnie w Jedwabnem. Chyba pierwszy zdecydowany głos potępienia wyszedł z Kościoła katolickiego. Abp Józef Życiński w "Więzi" (nr 3/2001) napisał: "Szalone byłyby sugestie, że mogą istnieć jakiekolwiek racje usprawiedliwiające palenie istot ludzkich w stodołach". I dalej: "Nie poszukujmy jakichś wyimaginowanych dokumentów historycznych, które by mogły tragedię Jedwabnego zamienić w błahy epizod. Dokumenty takie nie mogą istnieć, bo śmierci niewinnych istot nie można nigdy sprowadzić do rangi epizodu. (...) Dramat Jedwabnego niesie gorzką lekcję prawdy o człowieku. (...) Okazuje się, że prawda o naturze człowieka jest znacznie bardziej złożona. (...) Spirala zła nie zna ograniczeń etnicznych i nie wolno nam traktować żadnego środowiska jako niewrażliwego na promieniowanie prymitywizmu. Ta gorzka prawda chroni przed ideologicznymi złudzeniami, w których niektórzy próbują absolutyzować więzy krwi czy wspólnotę kulturową". Słobodzianek tej i innych publikacji nie dostrzega, pominął również ważne wydarzenie, jakim był Grób Pański o Jedwabnem przygotowany przez ks. Wojciecha Lemańskiego w jednej z parafii w Otwocku. Jego zdaniem tylko trzy panie (Arnold, Tokarska-Bakir, Bikont) wydały jasny i odważny ton. To oczywisty fałsz, niedopuszczalny nawet w pamflecie.

Ktoś powie, że tylko "Więź", "Znak" czy "Tygodnik Powszechny" stać na tak zdecydowaną i jednoznaczną postawę. Po pierwsze, nie tylko, a po drugie, wymienione środowiska to też Kościół, bardzo ważna cząstka tego Kościoła. Tak, były i są media katolickie, które na zbrodnię w Jedwabnem zareagowały haniebnie i nieewangelicznie; taka postawa nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem i nie ma dla niej usprawiedliwienia. Pamiętajmy jednak, że na spotkaniach Komitetu Obrony Dobrego Imienia Jedwabnego, a pewnie także na wieczorach autorskich Grossa z udziałem Słobodzianka pojawiali się ludzie związani w czasach PRL-u z Grunwaldem, a to nie był beton katolicki, tylko komunistyczny, dziś podszywający się pod sztandary katolicyzmu za pomocą narodowo-ojczyźnianej frazeologii. Przyznaję, że ta retoryka znajduje posłuch i uznanie w wielu kręgach katolickich, co nie oznacza, że Kościół ją aprobuje. Jest to ból i dramat Kościoła. Trudno się z tym pogodzić, to prawda. Jeśli jednak poczytamy publikację o zbrodni jedwabińskiej w czasopismach niekatolickich czy nawet antyklerykalnych, to zauważymy, że i tam stosunek do mordu jest - jest delikatnie mówiąc - niejednoznaczny. Nie jest to zatem problem tylko katolików, jak chciałby Słobodzianek.

Nie rozumiem, po co właściwie autor przywołuje historię proboszcza z tamtych czasów, który miał dzieci z gospodynią, przeciwstawiając go rabinowi. Taka eskalacja brutalnych obrazów niczemu nie służy. Dla mnie - księdza - o wiele bardziej poruszający jest inny problem. Gdybym był proboszczem wtedy w Jedwabnem - jak bym się zachował? Nie wiem, czy jakikolwiek protest mógł okazać się skuteczny w tamtej sytuacji. Wydaje mi się, że miałbym odwagę protestować, ale nie mam pewności. Stanąć wobec rozszalałego tłumu? Ksiądz, jak każdy człowiek, może być słaby. Słobodzianek zaś analizuje seksualne problemy proboszcza. I po co?

Autor "Snu pluskwy" im bliżej końca omawianego pamfletu, tym bardziej idzie na całość. A więc: senator Czuba Zawsze Dziewica. Słobodzianek powinien wiedzieć, że używanie słów "Zawsze Dziewica" jako epitetu może obrażać uczucia religijne wielu ludzi. To, że tego sformułowania nadużywa znana nam wszystkim rozgłośnia radiowa, nie usprawiedliwia autora. W innym miejscu czytamy: "Prof. Bender i prof. Nowak. Kto im wręczał te profesury z antysemityzmu? Lechu?". Wiadomo, Wałęsa - katolik, czyli antysemita! To, że Bender i Nowak byli profesorami już za PRL-u i doskonale znajdowali się w tamtej rzeczywistości, okazuje się nieistotne. Słobodzianek zaczyna walić na oślep. Zapomina m.in. o tym, że serial Izabelli Cywińskiej "Boża podszewka" budził protesty nie tylko "patriotycznie nastawionych mieszkańców" chcących rozszarpać reżyserkę, ale także był krytykowany przez poważnych publicystów, np. Józefę Hennelową. Sam uważam "Bożą podszewkę" za serial bardzo dobry, o czym powiedziałem kiedyś pani Cywińskiej osobiście.

Na końcu artykułu czytam: "zło w sutannach." Żadnej dystynkcji, żadnego rozróżnienia, że zdarza się zło w sutannach. Z kontekstu wynika, iż Słobodzianek "tych w sutannach" obarcza moralną (ale nie bezpośrednią) winą za zbrodnię i za dzisiejsze na nią reakcje. Reżyserka, antropolog i dziennikarka nazwały to zło w sutannach po imieniu - pisze autor. Nie ma co ukrywać, to zdanie mnie zabolało. Nie podejmę polemiki, bo nie rozumiem i nie wiem, jakie być może osobiste - przeżycia doprowadziły wybitnego dramaturga do tak krzywdzących uogólnień.

Szukam natomiast w dzienniku Słobodzianka czegoś innego. Tego, co może nas połączyć. I znajduję. "Tylko że jedni sąsiedzi chodzą po ziemi, a drudzy są pod ziemią i w głowach tamtych, w ich mózgach, duszach i snach. I w tych krzyżach na kościele w Jedwabnem. I tak już będzie zawsze". Tak, krzyże będą przypominać o tych strasznych wydarzeniach, ale wierzę w to, że przypominają przede wszystkim o zmartwychwstaniu, a więc o zwycięstwie ducha. Krzyże na cmentarzach nie są przecież smutną dekoracją grobów, one niosą ze sobą optymizm - paradoks! - i nadzieję zmartwychwstania. Abp Życiński pisał: "Ilu Uriaszów powinien zniszczyć Dawid, byśmy patrzyli na jego dramat w podobny sposób, jak patrzymy na tragedię Jedwabnego? Istotnym składnikiem postawy Dawida pozostaje to, iż potrafił on uznać swą winę: Dawid rzekł do Natana: Zgrzeszyłem wobec Pana. Natan rzekł Dawidowi: Pan odpuszcza ci twój grzech (2 Sm 12, 13n). Znamienne jest, że Dawid nie usiłuje szukać czynników usprawiedliwiających jego czyn. (...) Jego stwierdzenie "zgrzeszyłem wobec Pana" pozostaje czytelnym, po męsku przyjętym, znakiem odpowiedzialności moralnej. Wyzwala ono ze złudzeń, że istnieją osoby, a może nawet narody, które są wyłącznie krystalicznym uosobieniem dobra moralnego. Dobro jest w naszym realnym świecie wymieszane ze złem, podobnie jak w życiu króla Dawida. Nie zwalnia to jednak z odpowiedzialności moralnej ani nie czyni obojętności na zło cnotą."


7 listopada 2001


Powrót