Mały Wiedeń Wschodu
Niezwykły numer "Krasnogrudy" otwiera cesarsko-królewska mapa Bukowiny z zaznaczonymi Czerniowcami (dziś na granicy ukraińsko-rumuńskiej). Żyje jeszcze w Czerniowcach pewna Żydówka, która nie ruszając się z miasta, miała kolejno obywatelstwo ck, austriackie, rumuńskie, radzieckie i ukraińskie.
To miasto stało się ważne nie tylko dlatego, że stąd właśnie pochodził Paul Celan, bohater numeru. "Jeśli rację miał Bohumil Hrabal, że Europa Środkowa jest wszędzie tam, gdzie odnaleźć można bliźniaczo podobne, w wiedeńskim stylu budowane dworce kolejowe, to ten dworzec (w Czerniowcach) stanowi jawny dowód na to, że Europa Środkowa sięga aż tutaj" - pisze Krzysztof Czyżewski. "Dlaczego Zbigniew Herbert nazwał kiedyś Czerniowce ostatnią Aleksandrią Europy i czuł się duchowo obywatelem tej krainy?".
W Czerniowcach mieszkały w zasadzie same mniejszości: niemieckojęzyczni Żydzi, Rumuni, Ukraińcy, Polacy, Niemcy, Huculi, Cyganie. Gdy przewodnik "powiedział, »nasza synagoga«, pomyśleliśmy, że jest Żydem - notuje Czyżewski - Ale potem w ten sam sposób mówił o innych świątyniach: nasza cerkiew, nasz kościół". Zachowało się rozporządzenie cyrkułu z 1803 r. dotyczące porządku balu, w którym podano "ile z ośmiu godzin przeznacza się na tańce jakiego narodu" (aż pięć godzin przeznaczono na tańce polskie).
Czerniowce, Kraków, Bratysława i inne miasta środkowej Europy, zdaniem Emila Brixa, tworzyły wspólnoty oparte na przenikaniu się elementów różnych kultur. Czerniowce pełne kawiarń (z których jedna szczyciła się aż 108 tytułami gazet w różnych językach) nazywano "małym Wiedniem Wschodu". Dzisiejsza dzielnica Sadagóra była od XIX w. głównym ośrodkiem chasydyzmu Żydów galicyjskich. Do cadyka z Sadagóry pielgrzymował też Martin Buber.
Dzisiaj miasto jest takie samo jak za czasów Celana - pisze Helmut Büttiger - "tylko życie codzienne zamieniono na inne, z cyrylicą na domach i ze sklepami, które nimi nie są" (niewiele można kupić, nie ma też kawiarń). Władze "ufundowały nawet pomnik Celana. Twórcą jest pewien rzeźbiarz ukraiński, który jednak (...) musiał niegdyś modelować popiersia Lenina".
JUSTYNA SOBOLEWSKA
"Gazeta Wyborcza", 11.02.1999 r.
Sejny są w Galicji
Czerniowce to mieścina na peryferiach. Herbert pisał o niej: ostatnia Aleksandria Europy. Żyli tu razem Węgrzy, Żydzi, Turcy, Ormianie, Czesi, Niemcy, Rumuni, Polacy, Ukraińcy, Bośniacy...
Miejscowy urząd przed balem miejskim - takim jak nasz magistracki? - precyzyjnie ogłaszał, ile z ośmiu godzin przeznacza się na tańce każdego narodu. Kawiarnie, teatry i kina. Kościoły, synagogi, cerkiew, no i rzecz jasna dworzec kolejowy. To Bohumil Hrabal twierdził, że Europa sięga wszędzie tam, gdzie stoją austriackie dworce. Takie jak ten w Krakowie czy Tarnowie.
W Czerniowcach, w kawiarni "Pod Czarnym Orłem", zanim się dotarły tu plagi komunizmu i hitleryzmu, abonowano sto dwadzieścia dzienników z całego świata. W Krakowie zaś, mieście ostatnio przez plagi oszczędzanym, wychodzącego w Sejnach pisma "Krasnogruda" - z miłym nadtytułem: Narody, Kultury, Małe Ojczyzny Europy Środkowo-Wschodniej - choć nie jest dziennikiem, lecz kwartalnikiem, kupić nie sposób.
Pojawia się - szkoda, że nie w kawiarniach - w kilku zaledwie księgarniach i jest porywany przez wtajemniczonych. "Krasnogruda" wychodzi od 1993 roku. Ukazało się już dziewięć numerów, każdy ma ponad dwieście stron. Ostatni poświęcony jest wspomnianym już Czerniowcom, Bukowinie i poecie stamtąd - Paulowi Celanowi.
Numer otwiera tekst dobrze zapisanego w pamięci krakowian Emila Brixa. Do 1993 r. konsula austriackiego i honorowego obywatela naszego miasta. Z jego "Pochwały miast Europy Środkowej", mówiącej o ich przyszłości i wartościach, jakie taszczą do Europy, wystarczy wyjąć jedno zdanie: "Jeżeli Budapeszt zechce być miastem tylko węgierskim, a Wiedeń austriackim, wówczas obu im uda się zostać jedynie miastami prowincjonalnymi" - i w Krakowie warto o tym pamiętać.
Potem jest dużo o Czerniowcach, i to z różnych stron. Są więc wiersze najważniejszego poety powojennego Paula Celana ("jedyny liryczny odpowiednik dzieła Kafki"), w tym "Fuga śmierci" przetłumaczona na cztery języki. Celan z Czerniowiec, po koszmarnych przeżyciach wojennych, przez Bukareszt i Wiedeń dotarł do Paryża. W każdym z tych miast pisał i cierpiał. W 1970 popełnił samobójstwo, skoczył do Sekwany. O jego wierszach i życiu piszą m.in. Feliks Przybylak, Israel Halfen i Petre Solomon. Swe podróże do dzisiejszych Czerniowiec świetnie opisują Krzysztof Czyżewski i Helmut Böttinger.
Jest wreszcie znakomity fragment nie wydanej (chyba) w Polsce, autobiograficznej książki urodzonego na Bukowinie Gregora von Rezzoriego - "Pamiętniki antysemity". Komiczne historie w katastrofalnych sytuacjach.
W "Krasnogrudzie" jest jeszcze jedna rzecz, którą gorąco polecam, to reportaż etnografa Adama Bartosza. Znanego twórcy tarnowskiej stałej wystawy poświęconej Cyganom. Tu Bartosz pisze o Żydach. Nie ma ich już w Bobowej, ale wystarczy wsiąść do boeinga 767, by znaleźć się w prawdziwym bobowskim sztetlu. To kilka ulic Brooklynu. Na rogu 15 alei i 48 ulicy stoi bowiem bobowska synagoga. Wokół chedery, jeszywy, mykwy i piekarnie macy. Chasydzi. Bartosz rozmawia z 88-letnim rabinem Salomonem Halbersztamem cadykiem z Bobowej. Człowiekiem otoczonym mitem cudotwórcy. Rozmawiają po polsku. Skupieni wokół młodzi uczniowie nie rozumieją ani słowa. Są wstrząśnięci, że świątobliwy mówi do goja w jakimś niezrozumiałym języku: - Pan z Polski? Co pan robi w Polsce? A co w Ameryce? Jak to ładnie, że pan do nas przyszedł. Jeszcze wspomnienie o Bobowej i Tarnowie i cadyk musi iść, bo mu obiad stygnie.
Autor pisze dalej, że te parę zdań urosło w opowiadaniach poruszonych chasydów do długiej i ważnej rozmowy. Cadyk pytany później przez nich, o czym rozmawiał z Polakiem, powiada, że to tajemnica.
Chasydzi poprosili Bartosza o umieszczenie na odnowionym w Bobowej cmentarzu dwóch tablic, na jednej z nich ma być napis określający go jako "Sprawiedliwego wśród narodów świata". - Nie mogłem się na to zgodzić - pisze autor. Sprawa oparła się o cadyka z Bobowej, który potwierdził, że napis ma brzmieć właśnie tak. Trudno sprzeciwiać się patriarchom.
I na koniec cytat. Szef "Algemaine Journal", największej żydowskiej gazety w Ameryce, pyta uporczywie autora, który tłumaczy mu, że nie istnieje już żadna administracyjna jednostka o nazwie Galicja: - To znaczy, że ludzie nie mówią: jestem z Galicji? Czy to znaczy, że nie wiedzą, gdzie jest Galicja? To jak się teraz nazywa Galicja?
Tym, którzy "nie mówią i nie wiedzą", polecam dziewiąty numer wydawanego w Sejnach pisma "Krasnogruda".
STANISŁAW MANCEWICZ "Gazeta w Krakowie"
Ostatnia Aleksandria Europy
Bukowina, temat wiodący najnowszego numeru "Krasnogrudy", pisma wydawanego w Sejnach przez Ośrodek "Pogranicze - sztuk, kultur, narodów" jest konsekwentnym potwierdzeniem zainteresowań tego pisma. Był już numer poświęcony Pradze, były numery o Bośni, w planach numer "wileński".
Bukowina, to przede wszystkim Czerniowce, miasto nazwane przez Zbigniewa Herberta "ostatnią Aleksandrią Europy", miasto w którym mieszkali Żydzi, Rumuni, Polacy, Niemcy, Ukraińcy. Miasto, w którym urodził się jeden z najwybitniejszych poetów XX wieku Paul Celan.
Czytelniczą podróż wypada rozpocząć od eseju Emila Brixa "Pochwała miast Europy Środkowej", który uważa, że przyszłość Europy zależy od jej miast, ich wpływu poza granice państw. Krzysztof Czyżewski w tekście "Czerniowce - zapomniana metropolia na rubieżach monarchii habsburskiej" zaprasza na wędrówkę po historii i dniu dzisiejszym tego miasta. Osobistym dopełnieniem tekstu Czyżewskiego jest "słodko-gorzki", sentymentalno-ironiczny esej Mojsieja Fiszbejna "Powrót do Południka".
Południk, pojęcie ważne dla Paula Celana, poety pochodzenia żydowskiego urodzonego w Czerniowcach, ocalałego z Zagłady, odnowiciela niemieckiej poezji. Opisanie Celana z wielu perspektyw, biograficznej, teoretyczno-literackiej, filozoficznej zajmuje dużą część numeru. Nie zabrakło wierszy tego poety w przekładach kilku tłumaczy. Znakomitym pomysłem jest zamieszczenie jego głośnego wiersza "Fuga śmierci" w kilku wersjach językowych: jidysz, niemieckiej, polskiej, rumuńskiej, ukraińskiej. W wersji polskiej zamieszczono tłumaczenie Piotra Lachmanna i dobrze, że powstał nowy przekład, z drugiej strony jestem osobiście bardziej przywiązany do starego tłumaczenia Alfreda Kowalkowskiego.
Ponadto, już poza tematem centralnym, w numerze znalazły się wiersze i (uwaga, cymes!) fragment nie drukowanej, zarzuconej powieści Zbigniewa Macheja, wiersze Jerzego Kronholda i poruszająca opowieść starego rabina Halbersztama zapisana przez Adama Bartosza.
Najnowszy numer "Krasnogrudy" to prawie 250 stron dużego formatu. Czytania i satysfakcji z lektury wystarczy na kilka wieczorów. Marzy mi się tylko by redaktorzy polubili numer estoński czy łotewski. To są, jak się wydaje, tereny zupełnie nie spenetrowane.
(JEN)
"Kurier Poranny", 16.02.1999 r.

|