Witold Szabłowski: Kiedy po raz pierwszy trafił pan do dworu w Krasnogrudzie?
Krzysztof Czyżewski, dyrektor ośrodka Pogranicze: Na początku lat 80., gdy pracowaliśmy jeszcze z żoną w Teatrze Gardzienice, jeździliśmy po okolicznych wioskach, gdzie mieszkają staroobrzędowcy i Litwini. Wtedy ktoś nam powiedział, że niedaleko stoi dwór Czesława Miłosza. Ludzie mówili „dwór Miłosza”, ale to był dwór Kunatów, jego wuja i ciotki. Miłosz spędzał tu czasem wakacje.
Dwór, gdy tu dotarliście, wyglądał dużo inaczej niż dziś. Był własnością Lasów Państwowych i niszczał. Jeszcze dwa lata temu sprawiał wrażenie, jakby za chwilę miał się rozpaść. Od kiedy myśleliście o renowacji?
Pierwszy raz taka myśl przyszła nam do głowy, gdy przypadkiem spotkaliśmy nad Czarną Hańczą Czesława Miłosza.
Jak to "przypadkiem"?
Zwyczajnie. Szliśmy sobie wzdłuż brzegu i nagle zobaczyliśmy, jak pod wielką lipą przechodzi Miłosz. To była jego druga wizyta w Polsce i brat Andrzej przywiózł go potajemnie na Suwalszczyznę.
Miłosz przedstawił się nam, my jemu i każdy poszedł w swoją stronę. Nie mieliśmy śmiałości, by go poprosić o rozmowę. Na szczęście on poszedł do domu prof. Andrzeja Strumiłły, gdzie na stole leżała moja praca magisterska "Księgi drogi Czesława Miłosza". Dogonił nas i zapytał: - Dlaczego przede mną uciekacie?
Zaczęliśmy rozmawiać - między innymi o Krasnogrudzie, choć o tym akurat nie chciał zbyt wiele mówić. Uważał, że to zbyt intymne.
Biografowie, jak Andrzej Franaszek i badający związki Miłosza z Suwalszczyzną Zbigniew Fałtynowicz, znaleźli tam i rozpaczliwe historie miłosne, i nawet próbę samobójczą.
Nam tego nie mówił. Wszystkie rozmowy o Krasnogrudzie kierował na przyszłość: co tam będziecie robić. To było dla nas bardzo ważne, bo akurat byliśmy na etapie poszukiwań. Wiedzieliśmy, że chcemy pracować na pograniczu, ale nie umieliśmy znaleźć słów na to, co chcemy robić. Miłosz nam te słowa znalazł. Powiedział: będziecie budować tkankę łączną. To był kamień milowy dla tego, czym dziś zajmuje się Pogranicze.
Kiedy rozmawialiśmy o jego "Wyprawie w dwudziestolecie", mówił o tej książce jako przestrodze. Uważał, że tamte czasy to matryca, która się może powtarzać. Dur megalomanii narodowej, postaw ksenofobicznych i konfrontacji na granicach - wszystko to może wrócić. Dlatego pogranicza wymagają ciągłej pracy. Budowanie mostów - a tym zajmował się Miłosz i tym my się zajmujemy - nie zna trybu dokonanego. Nie można powiedzieć: zbudowałem, mogę już sobie iść.
Na granicach ciągle dochodzi do przesileń, lęków, separowania się. Przychodzi moment pożaru i po nim można już tylko stawiać pomniki poległym. Ważne jest, by przez te spokojne lata, które właśnie mamy, jak najwięcej zbudować. Stąd Międzynarodowe Centrum Dialogu im. Czesława Miłosza.
Miłosz, pisząc o ostatnich obywatelach Wielkiego Księstwa Litewskiego, budował taką tradycję dla siebie. Czuł, że jest z innej epoki. Ale w tej chwili jego postawa bardzo zyskuje na aktualności. Sprawa obecności Innego i sztuki życia z nim jest coraz ważniejsza. XXI wiek - jeśli ma istnieć - będzie należał do ludzi dialogu.
Otwarcie Centrum to też nieoficjalne otwarcie polskiej prezydencji w UE. Co chcemy przekazać Europie przez Miłosza?
Miłosz nie był kosmopolitą w sensie odcięcia się od rodzinnych korzeni i zamieszkania w wielkiej metropolii; w świecie, który zapomina o korzeniach i małych ojczyznach. Był człowiekiem, który pojechał w świat, zdobył laury, ale pozostał wierny korzeniom. Człowiekiem linii powrotu. To się spotyka z tęsknotami współczesnego człowieka. Do tej pory tradycja, zakorzenienie kojarzyły się z separatyzmem i nacjonalizmem. Miłosz nas uczy, że tak wcale być nie musi.
Rozmawiamy jednak w momencie, gdy Europa znów może się zamknąć - grupa uchodźców z Afryki mocno chwieje europejską swobodą podróżowania. Czy Miłosz ma coś ważnego do powiedzenia uchodźcom zgromadzonym na włoskiej Lampedusie?
On pisał kiedyś, jak podróżując po Europie, na moście dzielącym Szwajcarię i Francję natknął się na napis: "Polakom, Rumunom i Cyganom wstęp wzbroniony". Bardzo z tego powodu cierpiał.
Ludziom, którzy przyjadą do Centrum Dialogu uczyć się budowania mostów, takie uczucia nie będą niestety obce. Znają takie tabliczki, znają wykluczenia. Fenomen Miłosza polega jednak na tym, że on nie zamknął się w tym cierpieniu. On je przekuł w coś dobrego. Takiej postawy chcemy uczyć w Krasnogrudzie.
1.07.2011, Źródło: Gazeta Wyborcza