Boże, strzeż mnie od takich przyjaciół…, Blog Inna Wileńszczyzna jest możliwa - rojsty.blox.pl

Ekstremiści mają to do siebie, że mimo deklarowania całkiem odmiennych celów - wspierają się nawzajem. Wystarczyło, że polscy i litewscy intelektualiści wystosowali do swoich władz listy otwarte wzywające do dialogu i dyskusji, do rozwiązywania polsko-litewskich problemów na drodze poszukiwania kompromisu, natychmiast odezwali się tak litewscy jak i polscy „prawdziwi patrioci”, oburzeni „zdradą interesów narodowych”. Uderz w stół, a nożyce się odezwą. Zaproponuj wyjście z patowej sytuacji, a nacjonaliści rozpoczną wściekłą nagonkę…


W odpowiedzi na list otwarty przedstawicieli polskiego środowiska akademickiego grupa anonimowych internautów, nosząca nazwę „Sieć”, wyprodukowała własny tekst (w którym broniąc rzekomo wileńskich Polaków nawet nazwę „Wileńszczyzna” piszą małą literą, że już pomijam żałosne „lietuvisy” zamiast „Litwini” czy „Lietuva” zamiast „Litwa), który rozsyłają do sygnatariuszy listu otwartego, zarzucając im brak rozeznania w kwestii dyskryminacji Polaków na Litwie. Pomijając już fakt, że list otwarty wcale nie wykluczał starań o rozwiązanie problemu dyskryminacji Polaków na Litwie, tylko wzywał do rozwiązywania tego problemu (i wszystkich innych problemów) na drodze dyskusji (tylko najbardziej zakute łby nie chcą przyznać, że dotychczasowa polityka konfrontacji przyniosła dokładnie odwrotne wyniki od tych zamierzonych: sytuacja z polskim szkolnictwem się pogorszyła, kwestia oryginalnej pisowni nazwisk utknęła w miejscu), ale i o problemach litewskich Polaków inicjatorzy „antylistu” niewiele wiedzą. Pozwolę zacytować fragment tej epistolarnej perełki (pisownia oryginalna):

„W związku z tym pozwalam sobie przedstawić Państwu listę podstawowych problemów Polaków na wileńszczyźnie, a także w Kownie i Laudzie:

- problem ziemi którą zabrało ZSRR w 1945 a teraz „zwraca” się ją nie właścicielom lub ich spadkobiercom ( Polakom ) a kolonistom z głębi Lietuvy. Odbywa to się na podstawie ustawy o przeniesieniach kuriozum, która nie ma odpowiednika w żadnym z cywilizowanych państw. Polega ona na tym ze jeśli ktoś miał np. 4 ha ziemi V klasy to może otrzymać np. 2 ha działkę III klasy ( bo ziemia teoretycznie lepsza ) w arbitralnie wyznaczonym przez państwową administracje terenie. Krzywda polega na tym że Polacy mieli ziemię w Wilnie ( stolica ) i okolicach a jeśli dostają zwroty, to w praktycznie wymarłych rejonach na granicy z Łotwą. Ich ziemie przejmują koloniści wzmacniający żywioł lietuvski na wileńszczyźnie.

- problem szkół : połowa szkół polskich ma być zlikwidowana a reszta zlituanizowana

- zakaz używania języka polskiego: na szyldach, tabliczkach nawet na prywatnych posesjach, nawet tam gdzie Polacy stanowią 80 – 90 % ludności. Dotkliwe grzywny w trybie administracyjnym za wywieszenie polskich napisów. Absolutny zakaz używania języka polskiego jako pomocniczego obok języka lt.” Etc. etc. etc.

Podobno słabością demokracji jest to, że i głos profesora, i głos menela podczas wyborów ma takie samo znaczenie. W Internecie jest jeszcze "lepiej": i wypowiedź anonimowego warchoła, i wypowiedź wybitnego naukowca znaczą tyle samo. Każdego można tu obrzucić błotem, wyzwać od zdrajców, łajdaków, dowolnie przekręcać fakty i nie ponieść za to żadnej odpowiedzialności. Więc nawet niewiadomo od czego zacząć dementowanie podanych w „antyliście” „faktów”. I czy warto?...

Problem zwrotu znacjonalizowanej przez Sowiety ziemi niewątpliwie istnieje. Ustawa o zwrocie zachowanego mienia nieruchomego niewątpliwie jest kuriozalna, gdy zezwala na przenosiny ziemi z jednego regionu Litwy do drugiego (akurat nie „arbitralnie wyznaczonego przez administracje państwową” tylko wybranego według uznania właściciela działki ziemi podlegającej zwrotowi). Z drugiej strony autorom Ustawy chodziło wyłącznie o bardziej sprawiedliwe rozwiązanie problemu zwrotu nieruchomości. Z powodu braku pieniędzy rekompensaty za znacjonalizowane mienie były i są na Litwie niezwykle niskie, dlatego najbardziej sprawiedliwym jest zwrot nieruchomosci "w naturze". Niestety nie zawsze jest to mozliwe z przyczyn obiektywnych. Tymczasem w połowie lat 90-ych, gdy przyjmowano Ustawę, fundusz wolnej ziemi państwowej był wystarczająco duży (prawo do zwrotu ziemi przysługiwało wyłącznie obywatelom Litwy,  więc przypuszczano iż na Wileńszczyźnie czy w kraju kłajpedzkim, skąd sporo osób po wojnie wyjechało do Polski i Niemiec, nawet po zaspokojeniu wszystkich miejscowych spadkobierców zostanie sporo wolnej ziemi i dla osób spoza regionu; ba, początkowo tak właśnie było – miejscowi Polacy dosyć niechętnie ubiegali się o zwrót ojcowizny, obawiając się wysokich podatków od nieruchomości,  proces nasilił sie dopiero przed 10 laty na skutek gwałtownego wzrostu cen ziemi w okolicach Wilna). Niestety wbrew tym chęciom Ustawa doprowadziła do rozkwitu nadużyć i korupcji, z prawa do przenosin ziemi skorzystali przede wszystkim spekulanci, w wielu miejscach miejscowym spadkobiercom zabrakło ziemi (nie tylko na Wileńszczyźnie, ale i na innych atrakcyjnych terenach, np. w Połądze). Jednak twierdzić, że proces zwrotu ziemi dla Polaków w ogóle się nie odbywa albo że Polacy dostają ziemie wyłącznie nad granicą z Łotwą jest niepoważnie. W rejonie wileńskim, borykającym się z największymi problemami ze zwrotem ziemi na Litwie, ziemię zwrócono ponad 85 proc. pretendentów. A propos tak zwani "koloniści" najczęściej zdobyli swoją działkę pod Wilnem nie w drodze zwrotu (przenosin) ojcowizny, tylko nabywając ją od miejscowego Polaka, który po odzyskaniu ojcowizny natychmiast starał się ją jak najdrożej sprzedać.

O problemie polskiego szkolnictwa, który po przyjęciu przed paroma miesiącami fatalnej Ustawy o oświacie niewątpliwie istnieje, już nie raz pisałem, więc nie będę się powtarzał. Natomiast jest absolutnym kłamstwem, nie wiem z czyjej „lekkiej” ręki buszującym po Internecie i mediach, iż likwidacji ulegnie w najbliższym czasie połowa polskich szkół na Litwie. Likwidowane (a de facto – łączone) mają być jedynie niedokompletowane placówki (tj. te, w których często jest więcej nauczycieli niż uczni), po złagodzeniu przez litewski rząd wymogów dotyczących kompletacji klas, zachowane mogą być wszystkie szkoły początkowe i podstawowe, ewentualne zamknięcie grozi zaledwie kilku szkołom średnim (z blisko setki polskich szkół na Litwie).

Zakaz używania języka polskiego. Owszem językiem państwowym na Litwie jest litewski i wszystkie oficjalne napisy, dokumenty mają, zgodnie z Ustawą o języku państwowym, być sporządzane w języku państwowym. Od urzędników, nauczycieli, lekarzy wymaga się znajomości języka litewskiego na odpowiednim poziomie, a od całej reszty obywateli – przestrzegania prawa. Za naruszanie Ustawy są nakładane grzywny administracyjne. Jest to naturalne. Z drugiej strony niewątpliwie zakaz w miejscowościach zamieszkałych przez Polaków używania języka polskiego w nazewnictwie ulic czy miejscowości, czy  jako języka pomocniczego jest krzywdzący i nie odpowiada duchowi Ramowej Konwencji Ochrony Praw Mniejszości Narodowych (mimo iż jest zgodny z formalnymi jej zapisami), należy bezwzględnie dążyć do zniesienia tego zakazu. Z drugiej strony twierdzenie, że używanie języka polskiego jest w ogóle na Litwie zakazane jest, co najmniej, nieprawdziwe. Na przykład zgodnie z zatwierdzonymi przez rząd przepisami obsługi osób w instytucjach państwowych i samorządowych, każda osoba może zwrócić się do instytucji państwowej lub samorządowej w swoim języku ojczystym, obowiązek przetłumaczenia takiego podania, wniosku lub skargi spoczywa na instytucji.

No i na koniec cudeńko, którego sam dr Goebbels by się nie powstydził: „Polacy są niedopuszczani do administracji państwowej, policji i innych służb oraz dyskryminowani w życiu codziennym”.

Czy autor tego „antylistu” kiedykolwiek zaglądał na stronę internetową jakiejkolwiek litewskiej instytucji państwowej? Bez trudu na własne oczy przekonałby się jak wielu Polaków pracuje w administracji ministerstw i innych urzędów, w tym na bardzo renomowanych stanowiskach (pierwsze z brzegu przykłady: Paweł Borkowski - prezes wileńskiego sądu dzielnicowego, Jan Tomaszewicz - sędzia Sądu Najwyższego itp.). W Wilnie i na Wileńszczyźnie ponad połowa policjantów i strażaków to Polacy i Rosjanie. Jeden z najlepszych i najbardziej cenionych litewskich speców od kryminalistyki, szef wileńskiej policji kryminalnej to Antoni Mikulski, Polak z dziada pradziada. Polacy są szefami największych litewskich korporacji. Na przykład Jarosław Niewierowicz, prezes spółki o strategicznym znaczeniu „LitPolLink”, Zbigniew Gawerski, dyrektor „PZU Baltija”, Tadeusz Podworski, dyrektor generalny „BTA draudimas” itp. itd. Na tegorocznej Eurowizji Litwę reprezentowała Polka Ewelina Saszenko (wybrana głosami Litwinów), zresztą Polaków w litewskiej muzyce i sztuce jest więcej: Jan Maksymowicz – doskonały saksofonista jazzowy, Zbigniew Lewicki – koncertmeister Litewskiej Państwowej Orkiestry Symfonicznej, Tomek Sinicki – lider jednego z najlepszych litewskich zespołów rockowych „Gravel”, Mundek Sztengier – piosenkarz pop i showman, Agnieszka Dobrowolska – znana piosenkarka popowa, Gabriela Vasiliauskaitė, której soprano już sporo namieszało w świecie litewskiej muzyki klasycznej, Romuald Ławrynowicz – poeta i reżyser. Przykłady można mnożyć w nieskończoność. Nie twierdzę, że odsetek Polaków na wyższych stanowiskach jest proporcjonalny do wielkości naszej mniejszości, ale biorąc pod uwagę, że do niedawna pod względem osób z wyższym wykształceniem wyprzedzaliśmy tylko Romów, trzeba przyznac, że ta sytuacja ma i swoje obiektywne wytłumaczenie. Czasami zamiast zrzucać winę na „dyskryminację” warto spojrzeć do lustra!

Wiem, że nie przekonam autorów „antylistu”. Internetowych bojowników nie interesuje bowiem prawda, ich interesuje wyłącznie walka, bo dopóki trwa konflikt czują się ważni, czują się potrzebni…. Cóż każdy leczy swoje kompleksy na swój sposób. Mnie jedynie denerwuje, gdy ktoś uzurpuje sobie prawo do wypowiadania się w moim imieniu („Państwa list robi szczególnie złe wrażenie i przez miejscowych Polaków odbierany jest jako kolejna zdrada ze strony macierzy”). W tej sytuacji wypada jedynie zacytować po raz kolejny kardynała Richelieu: Boże, strzeż mnie od takich przyjaciół, z wrogami poradzę sobie sam!

vile

Żródło: rojsty.blox.pl, piątek, 03 czerwca 2011


Komentarze:

Dodaj swój komentarz:

Imię i nazwisko:*

Adres e-mail:*

Treść:*

ładowanie...

Kod z obrazka:*

 

 pola oznaczone * są wymagane

Szukaj na stronie

Europejska Nagroda Kultury Księżniczki Małgorzaty

Sejneńskie  „Pogranicze” zostało laureatem Europejskiej Nagrody Kultury Księżniczki Małgorzaty, przyznawanej przez Europejską Fundację Kultury z siedzibą w Amsterdamie.

Oferta edukacyjna

Darowizny uzyskane przez Fundację Pogranicze

W związku z otrzymaniem darowizn, na podstawie art. 18 ust. 1f, pkt 2 ustawy z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (Dz. U. z 2011 r. Nr 74, poz. 397, ze zmianami), Fundacja Pogranicze podaje do publicznej informacji, że łączna kwota uzyskana z tego tytułu w okresie od 01.01.2016 r. do 31.12.2016 r. wyniosła 254.355,17 zł (słownie: dwieście pięćdziesiąt cztery tysiące trzysta pięćdziesiąt pięć zł 17/100).

W 2016 roku Fundacja uzyskała również kwotę 9.230,90 zł w formie wpłat z 1% podatku.

Otrzymane darowizny Fundacja Pogranicze w całości przeznaczyła na realizację działań statutowych.

Towarzystwo Inwestycji Społeczno – Ekonomicznych S.A. w Warszawie udzieliło nam pożyczki na zamknięcie inwestycji oraz pomogło zorganizować montaż finansowy przy współpracy z Polskim Bankiem Spółdzielczym w Ciechanowie dla zapewnienia pełnej płynności przy prowadzeniu inwestycji związanej z rewitalizacją zabytkowego kompleksu dworskiego w Krasnogrudzie, w którym powstaje Międzynarodowe Centrum Dialogu.

www.tise.pl

Informacja o plikach cookies

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

"Biuletyn Pogranicza" w Twojej skrzynce

INFORMACJA O POLITYCE PRYWATNOŚCI