I te starowiery wynajmowali pomieszczenia od Niemców i tam się modlili. Ale to jeszczoś koło czterdziestu gospodarstw, a w środku wsi, pomiędzy dwoma dużymi lipami stał ich duży drewniany kościół molenna, do którego chodzili się modlić. Tych cerkwi starowierów nie było dużo wokół Sejn. Oni się bardzo dużo modlili. W domu też. Czasem jak zajdziesz odwiedzić, to stoją i sie modlą. W rogu przy ścianie mieli pochowane swoje ikony, za takimi jakby ręcznikami. Ręczniki były pięknie haftowane. Kobiety zawsze miały na głowach chusty. A spódnice miały do samej ziemi. Nie było takiej, co by do molenny bez chustki weszła. Głowa zawsze pięknie przykryta.
Wszyscy mężczyźni nosili brody, wszyscy. Mówili, że tak trzeba, że Chrystus też miał brodę, jak chodził po ziemi. To bardzo dobrzy ludzie, bardzo dobrzy sąsiedzi. Prawie każdy miał przy domu bajnię. Taką łaźnię, co ją co sobota rozpalał. Już od południa dymiło, a pod wieczór to już wszyscy szli do tej bajni. Najpierw mężczyźni, potem kobiety. Nas też zapraszali i my czasem tam chodziliśmy. Wchodziło się do drewnianego domu, a tam gorąc. Jak polejesz kamienie, to para bucha. Były tam takie wieńczyki, rózgi z brzozowych gałązek - trzeba było się nimi okładać - to wtedy było najzdrowiej. A potem biegli do jeziora, wprost z tej bajni i z powrotem. I tak kilka razy. Jak się wychodziło z tej bajni, to człowiek nie ten sam, jak nowo narodzony. Po bajni szli do molenny się modlić. Oni się bardzo modlili, na święta to już całą noc śpiewali i bili pokłony. Jak były nasze święta, to nam składali życzenia, my na ich święta też. Zawsze wiedzieliśmy, kiedy są ich ich święta.
Robiło się zawsze tak uroczyście.
A tak to pracowali tak jak my, na gospodarstwie. Czasem jeździli do Sejn kupić coś albo sprzedać, jak była potrzeba. Spotykaliśmy się czasem na jarmarkach.
Pamiętam, we wsi pod lasem była taka wielka huśtawka, taka na trzy metry. Dziewczyny to się bały, ale chłopcy to się wysoko huśtali. Zbierali się tam latem wieczorami. Czasem śpiewali, oj pięknie śpiewali. Śpiewali różne pieśni, my dzieciaki przysłuchiwaliśmy się temu.
Minęło już tyle lat...Nie wiem, kto z nich żyje, kogo już nie ma. A ja ciągle ich pamiętam. Pamiętam Jerafieja, Ulanę, Ściepana, Nadzię, Wierę, Aniutę. W czasie wojny wszyscy wyjechali, po prostu uciekli. Pusto się zrobiło po nich. Wróciły tylko trzy rodziny. Ale to juz nie to.
"Kroniki sejneńskie" 2001.