Pamięć Jedwabnego

W latach 2002-11 przybyło w Polsce ludzi, którzy o Jedwabnem nie słyszeli. W szkole o tym nie uczą.


Między majem 2000 a lipcem 2001 r. toczyła się w Polsce wielka debata wokół masowej zbrodni na Żydach w Jedwabnem, popełnionej w 1941 r. przez miejscową ludność polską, z zachęty Niemców. Dyskusję rozpoczęła publikacja "Sąsiadów" Jana T. Grossa, a zakończyła uroczystość na miejscu zbrodni i przeprosiny wypowiedziane tam przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Potem nastąpiła cisza.

Gdy w listopadzie 2002 r. IPN ogłosił dwa tomy studiów i dokumentów "Wokół Jedwabnego" i urzędowo potwierdził rolę Polaków w zbrodni, TNS OBOP zbadał, co z dyskusji osadziło się w umysłach zwykłych Polaków.

Okazało się, że:
  • prawie wszyscy słyszeli o tej zbrodni; połowa miała pogląd na rolę Polaków i Niemców, ale połowa nie miała go wcale;
  • dla większości tych, co mieli pogląd, Jedwabne było bardziej zbrodnią Niemców niż Polaków;
  • wśród tych, którzy widzieli polskie sprawstwo w zbrodni, dobrowolne lub przymuszone, więcej jako sprawców wskazało "zwykłych ludzi", a nie "ludzi z marginesu";
  • powszechne było przekonanie: to dobrze, że zbrodnia ta została ujawniona, a uznanie winy i przeprosiny społeczeństwo nieco częściej uznawało za słuszne niż niesłuszne i za potrzebne niż niepotrzebne.

Cała ta debata, wiedza i działania publiczne, poglądy i podziały były efektem napisania jednej małej książki. Jej autor musiał dotknąć naprawdę wrażliwego i wstydliwego miejsca w polskiej (pod)świadomości.

Efekty pojawiły się prawie natychmiast. Pytano wtedy, co będzie dalej. Czy zbrodnia w Jedwabnem zarośnie trawą niepamięci, tak jak miejsce po tej strasznej stodole? Czy przeciwnie, czas sprawi, że ludzie będą powoli przyjmować prawdę o zbrodni - tyle że ją jakoś otorbią i pogodzą ze swoim narodowym ego?

W 70 lat po zbrodni, w 11 lat po publikacji "Sąsiadów" i w 9 lat po poprzednim badaniu TNS OBOP powtórzył sondaż i uzyskał podstawę do odpowiedzi na te pytania. Choć nie przepytywano tych samych ludzi, zbadano reprezentacyjne próby tego samego społeczeństwa.

Polacy czy Niemcy? 

Najważniejszym wątkiem dyskusji i tematem sondażu była rola Polaków i Niemców w zbrodni. W pytaniu "Kto Pana(i) zdaniem wymordował Żydów w Jedwabnem?" badanym dano do wyboru pięć odpowiedzi ułożonych według malejącego udziału Polaków, a rosnącego udziału Niemców. Odpowiedzi "miejscowi Polacy bez udziału Niemców" i "Polacy zachęceni przez Niemców" czynią głównymi sprawcami zbrodni Polaków; odpowiedzi "sami Niemcy, bez udziału Polaków" i "Polacy zmuszeni przez Niemców" - głównymi sprawcami czynią Niemców, zaś odpowiedź "Niemcy przy pomocy Polaków" rozkłada winę na obie strony.

W ciągu dekady przybyło w Polsce ludzi, którzy o Jedwabnem nie słyszeli (z 6% do 12%). Przybyło ich w prawie każdej grupie wiekowej; paru procentom z czasem ulatuje z pamięci, że taka dyskusja była. Ciekawa jest grupa tych, którzy w 2002 r. mieli 15-19 lat, a dziś są górną częścią grupy dwudziesto-trzydziestolatków. Wtedy nie słyszało o dyskusji 18% spośród nich, a po 9 latach prawie tyle samo - 16% z całej grupy dwudziesto-trzydziestolatków.

Spośród dzisiejszych piętnasto-dziewiętnastolatków nie słyszało o Jedwabnem już nie 18%, lecz 41%. Widać, że w szkole się o tym nie uczy i że w społeczeństwie pamięć o Jedwabnem może się zacierać wraz z wchodzeniem w dorosłe życie kolejnych grup młodzieży.

Ubyło (z 44% do 34%) ludzi, którzy spontanicznie mówią, że nie wiedzą lub nie wiedzą dokładnie, kto wymordował Żydów w Jedwabnem. Taka niewiedza nie musi dziwić, bo pytanie jest trudne. Do tego trzeba dodać ogólnie małą wiedzę historyczną w społeczeństwie i to, co uczeni nazywają racjonalną ignorancją: dla części ludzi mord w Jedwabnem w 1941 r. nie jest tak ważną sprawa, by wypracowywać sobie jakiś pogląd w sytuacji, gdy w mediach prezentowano w tej sprawie różne zdania. Połowa (50%) ludzi w 2002 r, a 54% dzisiaj ma jednak w tej sprawie jakiś pogląd. Wiedzy wypracowanej podczas debaty przybywa niezmiernie powoli, wręcz niezauważalnie, ale przybywa.

Poglądy na temat narodowości sprawców stają się coraz bardziej zdecydowane, kategoryczne, schematyczne. Ubyło odpowiedzi wskazujących na obie strony ("Niemcy przy pomocy Polaków"), a pozostałe odpowiedzi stały się bardziej spolaryzowane. Coraz więcej badanych wini samych Niemców (przyrost z 9% do 15%) albo samych Polaków (z 1% do 5%). Tak działa pamięć - zostaje w niej esencja, szczegóły ulatują.

W 2011 r., tak samo jak w 2002 r., za głównych sprawców zbrodni znacznie częściej uważani są przybyli do Jedwabna Niemcy niż miejscowi Polacy. Ale widać ważną zmianę. W 2011 r. 26% wszystkich badanych, dokładnie tyle samo, co w 2002 r., głównymi sprawcami czyni Niemców. Polaków natomiast w takiej roli widziało 10%, a obecnie widzi 18% ogółu badanych. W efekcie polska szala na wadze win obciążyła się wyraźnie, ale daleko jej jeszcze nawet do równowagi.

Dokładniejsza analiza pokazuje, że uznanie Polaków albo Niemców za głównych sprawców zbrodni w dużej mierze zależy od wykształcenia. Im wyższy poziom wykształcenia badanych, tym częściej głównymi sprawcami są Polacy, a rzadziej Niemcy. Wśród badanych z wykształceniem podstawowym i gimnazjalnym na Niemców wskazało 37% badanych, a na Polaków - 8%. Wśród badanych z wykształceniem wyższym - na Polaków 33%, a na Niemców 20%. Prawda historyków zwyciężyła tylko w grupie ludzi dobrze wykształconych. Ale w tej sprawie rysuje się ciekawa zmiana.

W każdej grupie wykształcenia - w dolnych mniej, w górnych bardziej - rośnie stosunek wskazań Polaków jako głównych sprawców do wskazań Niemców. W efekcie prawda historyków, która w 2002 r. miała tylko minimalną, 2-punktową przewagę i tylko w grupie z wyższym wykształceniem, dziś nie tylko dominuje w tej grupie nad innymi poglądami, ale przenosi się na grupę z wykształceniem średnim. 9 lat temu na Niemców (25%) wskazywało dwa razy więcej badanych niż na Polaków (12%), dziś istnieje już równowaga.

Tak właśnie, "kaskadowo", może zmieniać się opinia publiczna: opinie mediów, ekspertów, przywódców opinii spływają "na dół", mieszają się z opiniami tam istniejącymi i tak dalej. W badaniu udało się zaobserwować początek tego procesu.

Margines czy zwykli ludzie? 

Drugie ważne zagadnienie w debacie i w sondażu to profil morderców. Kim byli miejscowi Polacy, którzy mordowali Żydów: "marginesem i mętami" czy "zwykłymi ludźmi, takimi jak wszyscy"? Badanie pokazało, że wśród tych, którzy widzą udział Polaków w zbrodni, dobrowolny lub przymuszony, zdecydowanie więcej jako sprawców wskazuje zwykłych ludzi (56%), a nie ludzi z marginesu (31%). Wśród ludzi, którzy nie potrafili dokładnie określić udziału Polaków i Niemców w zbrodni, więcej wskazało jednak na margines (21%) niż na zwykłych ludzi (16%), większość oczywiście nie miała zdania.

W ostatniej dekadzie przewaga zwykłych ludzi nad marginesem wzrosła, ale nieznacznie. Ubyło 5% badanych, którzy nie mieli zdania i per saldo dołączyli oni do widzących sprawców w zwykłych ludziach, a nie w marginesie.

Pogląd, że sprawcami zbrodni w Jedwabnem byli zwykli ludzie, a nie ludzie marginesu, zależy od wykształcenia. Im wyższa grupa wykształcenia, tym częściej wybierani są pierwsi niż drudzy. Wśród tych, którzy widzą udział Polaków w zbrodni, dobrowolny lub wymuszony, tylko 18% osób z wykształceniem wyższym wskazało na ludzi z marginesu, a aż 68 proc. na zwykłych ludzi. W grupie z wykształceniem podstawowym istnieje tu przybliżona równowaga (42% do 45%).

Reakcja 

Czy to dobrze, że zbrodnia w Jedwabnem została ujawniona? Opinia masowa była w 2002 r. (83%) i nadal jest (85%) prawie całkowicie zgodna w przekonaniu, że dobrze. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że pytanie to w 2002 r. nie ułatwiało wyrażenia aprobaty, "straszyło": "W szkole będą teraz uczyć, że w czasie wojny obok Polaków, którzy Żydów ratowali, byli i tacy, którzy Żydów mordowali"; dziś nie można było spytać tak samo, bo w szkole o Jedwabnem nie uczą. Powiedziano więc badanym, że "teraz w wielu książkach można przeczytać".

W dyskusji o Jedwabnem spór wywołały też polskie reakcje na zbrodnie. Prezydent Aleksander Kwaśniewski, premier Jerzy Buzek, część biskupów uznali winę miejscowych Polaków i w różny sposób wyrazili swój żal. Prezydent w Jedwabnem przeprosił za zbrodnię "w imieniu swoim i tych Polaków, których sumienie jest poruszone tamtą zbrodnią".

W półtora roku po tym wystąpieniu w społeczeństwie to uznanie i przeprosiny tylko nieco częściej były uznawane za słuszne (37%) niż za niesłuszne (34%), trochę lepiej oceniono, czy przeprosiny były potrzebne (41% i 31%).

Badanie z 2011 r. pokazuje wyraźny przyrost aprobaty dla tamtych słów i gestów. Dziś uznaje je za słuszne i za potrzebne już prawie połowa (48%), a za niesłuszne i za niepotrzebne tylko 18% i 21% ogółu. Odwaga z 2001 r. została doceniona.

Zmieniła się także geografia społeczna aprobaty i sprzeciwu. W 2002 r. sprzeciw wobec przeprosin skupiał się wśród ludzi starszych, gorzej wykształconych, zamieszkałych na wsi i w miasteczkach, aprobata natomiast - wśród ludzi młodych, wykształconych i mieszkańców miast. Od tamtego czasu podziały te straciły na znaczeniu i nie ma takiej kategorii w jakimkolwiek przekroju społecznym, w której przeważałby pogląd o słuszności tamtych słów i gestów.

Dlaczego tak wolno? 

Wszystkie te zmiany idą w jedna stronę - pogodzenia się z prawdą o zbrodni w Jedwabnem. Niektóre są całkiem szybkie, ale najważniejszy proces - uznanie w niej roli miejscowych Polaków - stracił tempo i posuwa się bardzo wolno, i to mimo że o Jedwabnem nie pozwala zapomnieć sam Gross, którego kolejne książki stanowią jak gdyby ciąg dalszy "Sąsiadów", napisany tym samym atramentem. Dlaczego się tak dzieje?

Niechęć Polaków do przyjęcia prawdy o zbrodni popełnionej na Żydach przez polskich mieszkańców Jedwabnego tłumaczono na wiele sposobów. Najczęściej odwoływano się do - swoistych lub nie - cech narodowych Polaków (doświadczenie wojny, myślenie o sobie jako narodzie bohaterów i ofiar, resentymenty antyżydowskie) oraz do różnych ogólnych mechanizmów psychologicznych (obrona ego, dysonans poznawczy, eksterioryzacja zła, czyli "co złego to nie my"). Na czynniki te nie mamy jednak wpływu. Zapytajmy raczej, co można było i nadal można zrobić, aby ułatwić przyjęcie w społeczeństwie prawdy o Jedwabnem. Trzy rzeczy są tu szczególnie ważne.

Po pierwsze, komemoracja, upamiętnienie. Andrzej Żbikowski, badając sprawę Jedwabnego, doliczył się 66 pogromów w 1941 r. na całych Kresach Północno-Wschodnich. „W niektórych pogromach było kilkanaście ofiar, trochę zniszczonych domów, w innych miejscowościach Polacy zamordowali setki żydowskich sąsiadów. Żadnych upamiętnień tych zbrodni nie było”. Upamiętnienie tylko mordu w Jedwabnem przekonało do prawdy tylko taką część, jaką pokazują sondaże, w sumie nie tak wielką. 

Po drugie, edukacja. Na niedawnym seminarium IPN w Białymstoku Anna Pyżewska zreferowała swój przegląd ponad 20 podręczników szkolnych do historii. Nazwa "Jedwabne" i krótkie notki o tym, co się tam zdarzyło, były w sześciu z nich. Tylko jeden podręcznik, notabene wydany w 2002 r., podawał nieco szersze informacje. W efekcie bardzo wielu ludzi w wieku szkolnym w ogóle nie słyszało o Jedwabnem.

Po trzecie, interpretacja. Im większe znaczenie symboliczne przydaje się zbrodni w Jedwabnem, tym mniej chętnie historyczna prawda o samej zbrodni jest przyjmowana w społeczeństwie. Zbrodnia w Jedwabnem, najbardziej ekstremalna ze wszystkich zbrodni i niegodziwości popełnionych w czasie wojny przez Polaków na Żydach, z natury rzeczy nie nadaje się do zobrazowania pełnego spektrum stosunków między Polakami a Żydami w tym okresie.

Przypuszczam też, że propozycja, by Jedwabne uznać za drugi, obok Westerplatte, ogólny symbol postawy Polaków w czasie wojny i niemieckiej okupacji, też utrudniła społeczną akceptację prawdy o zbrodni.

Szczypta optymizmu. W sondażu, tym razem CBOS, z 2010 r. jako powód do wstydu w historii Polski 6% badanych wymieniło spontanicznie stosunek Polaków wobec Żydów w czasie wojny, a 5% antysemityzm, w tym pogrom kielecki. W takim samym sondażu w 1987 r. nikt nie pomyślał o Żydach. Świadomość społeczeństwa się zmienia - powoli, ale się zmienia.

*Prof. Antoni Sułek wykłada metodologię badań społecznych w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego i jest konsultantem TNS OBOP.

prof. Antoni Sułek*, 20.07.2011
Źródło: Gazeta Wyborcza


Komentarze:

Dodaj swój komentarz:

Imię i nazwisko:*

Adres e-mail:*

Treść:*

ładowanie...

Kod z obrazka:*

 

 pola oznaczone * są wymagane

Jubileusz 20+2 Co widać z Pogranicza
7 dni spotkania: 28 kwietnia - 5 maja 2012 roku

Szukaj

Loading

Album Pogranicza

Get the flash player here: http://www.adobe.com/flashplayer

Andrzej Mencwel - SYMPOZJON „WIZJE RODZINNEJ EUROPY"
1 lipca 2011

 

Administrator strony Pogranicza
(Na ten adres prosimy pisać w razie ewentualnych problemów związanych z funkcjonowaniem nowej strony, jak również zadawać pytania dotyczące odnajdywania treści z jej poprzedniej wersji. Postaramy się udzielić Państwu wszelkiej możliwej pomocy)

administrator@pogranicze.sejny.pl

Towarzystwo Inwestycji Społeczno – Ekonomicznych S.A. w Warszawie udzieliło nam pożyczki na zamknięcie inwestycji oraz pomogło zorganizować montaż finansowy przy współpracy z Polskim Bankiem Spółdzielczym w Ciechanowie dla zapewnienia pełnej płynności przy prowadzeniu inwestycji związanej z rewitalizacją zabytkowego kompleksu dworskiego w Krasnogrudzie, w którym powstaje Międzynarodowe Centrum Dialogu.

www.tise.pl

Najnowsze komentarze: