Głuchy płacz, Janusz Drzewucki, "Rzeczpospolita" 27-28.08.2005

Głuchy płacz, Janusz Drzewucki, "Rzeczpospolita" 27-28.08.2005

Takich artystów jak Attila József (1905-1937) określamy mianem poetów przeklętych. Sformułowania tego - "les poetes maudits" - pierwszy użył w roku 1884 Paul Verlaine w stosunku Arthura Rimbauda i Stephane'a Mallarmego. Przyjęło się i np. na polskim gruncie określamy nim takich autorów, jak Andrzej Bursa, Rafał Wojaczek czy Edward Stachura. 

Attila József żył krótko, lecz intensywnie, można nawet powiedzieć – zachłannie. Jego życie było niczym iskra. Nie ma przesady w stwierdzeniu, że spalił się jak kartka papieru. Pisał tak, jak żył.

Urodził się w Budapeszcie w ubogiej robotniczej rodzinie. Miał zaledwie trzy lata, gdy ojciec zostawił jego matkę z trójką małych dzieci. Kiedy miał pięć lat, matka pracująca jako praczka lub sprzątaczka, oddała go do sierocińca. W wieku lat dziewięciu podjął pierwszą próbę samobójczą. Gdy miał 13 lat, uciekł z sierocińca, rok później zmarła mu matka. Klepiąc niewyobrażalną biedę, uczył się w gimnazjum. W roku 1922 wydal debiutancki zbiór wierszy "Żebrak piękna", poprzedzony wstępem przez wybitnego poetę starszego o pokolenie Gyulę Juhásza. W tym samym czasie podjął drugą próbę samobójczą. 

Po zdaniu matury zaczął studiować filologię i filozofię na uniwersytecie w Szegedzie. W czasie studiów oskarżono go za wiersz "Zbuntowany Chrystus", natomiast w powodu wiersza "Z czystym sercem" doszło do konfliktu między nim a profesorem Antalem Horgerem. W efekcie w 1952 roku młody poeta wyjechał na studia do Wiednia, gdzie zaprzyjaźnił się z przybywającymi na emigracji pisarzami Lajosem Kassákiem i Tiborem Derym, a także filozofem Györgim Lukácsem. Dzięki ich rekomendacji poznał barona Lajosa Hatvanyego, który wysłał go do Paryża na studia na Sorbonie. Tu popadł w chorobę psychiczną i znów próbował się zabić. Po powrocie do Budapesztu wstąpił do nielegalnie funkcjonującej partii komunistycznej, której szeregi po trzech latach opuścił. 

Następne zbiory wierszy "Nie ja krzyczę", "Nie mam ojca ni matki", "Rób swoje, nie narzekaj", zostały zlekceważone, a w najlepszym razie przemilczane przez krytyków skupionych wokół najważniejszego literackiego pisma na Węgrzech "Nyukat". Sytuacja materialna poety była fatalna. Cierpiąc na pogłębiającą się depresję, egzystował na skraju głodu i nędzy. 

Przeżywał kolejne nieszczęśliwe miłości, sporo czasu spędził w szpitalach i sanatoriach, poddawał się psychoanalizie. W roku 1936 napisał wiersz "Co w sercu swoim skrywasz", ofiarowany Zygmuntowi Freudowi na 80. urodziny, w którym wyznał: "Wszyscy jesteśmy dziećmi". W tym samy roku opublikował ostatni zbiór wierszy znacząco zatytułowany "Bardzo boli". Poznał się z cieszącym się już sławą kompozytorem Belą Bartokiem. Rok później wraz z nim uczestniczył w spotkaniu z Tomaszem Mannem, któremu ofiarował zaakceptowany przez autora "Czarodziejskiej góry", poemacik "Powitanie Tomasza Manna". Jesienią 1937 roku przeprowadził się ze stolicy do letniskowej miejscowości Szársó nad Balatonem. Chory, skłócony ze światem, 3 grudnia rzucił się pod pociąg. 

Uchodzi za jednego z głównych twórców nowoczesnej liryki węgierskiej, kontynuatora takich poetów, jak Sandor Petöfi i Endre Ady. Jego wiersze na język polski tłumaczyli już znakomici poeci, m.in. Tadeusz Różewicz i Tadeusz Nowak, ale dopiero teraz ukazuje się tak obszerny wybór jego twórczości w serii Meridian, w której wcześniej wydano tomy poetów z Europy Środkowej: Węgrów Jánosa Pilinszkyego i Istvána Kovacsa, Albańczyków Eqrema Bashy i Mazlluma Sanei, Bośniaka Izeta Sarajlicia. 

Książkę "Olśnienie" otwierają niemal idyllicznie "Ośmioletnie dziewczęta" z roku 1924, a zamyka wiersz testament 'Oto znalazłem swą ojczyznę' z listopada 1937 roku: "Tak żyłem, życie me daremne,/ taka jest prawda ostateczna,/ zawsze strugali głupca ze mnie/ moja śmierć jest już zbyteczna". Ozdobami tomu są cykle: 'Medaliony" oraz "Śmiertelna miłość", impresja 'Nad Dunajem", erotyk 'Ja, jako człowiek', a także tytułowe "Olśnienie", w którym czytamy: 'Świat jest twą raną, w ogniu pęka,/ a płomień duszę ci przeszywa". 

Pozostawił po sobie tragiczną legendę. Po latach, w tym samym co on miejscu, rzucił się pod pociąg Lászlo B. Nagy, a poźniej popularny aktor Zoltán Latinovits. Ale, co najważniejsze, pozostawił po sobie pesymistyczną poezję przepojoną żalem i goryczą. Pod koniec życia pisał w proroczym wierszu "Wkrótce zastygną w ciszę pieśni": "Ponieważ jestem bliżej śmierci,/ nawet mi nie życz życia", a w "Niedługo zniknę": "dziś został tylko głuchy płacz/ i ciągły trzask gałęzi". 

W języku poezji Attila József dał świadectwo czegoś, czego w żadnym innym języku dać świadectwa nie mógł – swojej wrażliwości i wyobraźni, jedynej w swoim rodzaju tragicznej indywidualności. 

Janusz Drzewucki, "Rzeczpospolita" 27-28.08.2005

Attila József Olśnienie, Sejny 2005, Fundacja Pogranicze.