Co skłoniło pana, człowieka tak młodego, bo zaledwie lat 26 mającego, do podjęcia tych studiów?
- Początek moich zainteresowań Cyganami to rok 1941. Dotarły do mnie wówczas pierwsze wiadomości o masowych mordach, dokonywanych przez hitlerowców na Cyganach, o zamierzonej całkowitej zagładzie tego narodu. W czasie wojny studiowanie spraw cygańskich, było jednak bardzo trudne, niemal zupełnie niemożliwe. Pomimo to, już wówczas poznałem grupę polskich Cyganów, już wtedy udało mi się dotrzeć do paru dzieł naukowych o języku cygańskim. Ale właściwą, planową i owocną pracę w tej dziedzinie podjąć mogłem dopiero po wojnie. Nawiązałem kontakt z licznymi grupami Cyganów, z niektórymi z nich – szczególnie bliski i serdeczny.
Jak się to stało, że Cyganie, naród z dawna prześladowany i we wzgardzie tubylców będący, a więc z natury rzeczy nieufny, zaczął darzyć pana zaufaniem?
- Nieufność Cyganów – zrozumiała zresztą – w stosunku do wszystkich „nie-Cyganów” (po cygańsku – gadżie) jest zjawiskiem powszechnym. Aby ją zwalczyć i pozyskać zaufanie, musi gadżio zasłużyć sobie na to. Jest to bardzo trudne, ale dopiero wtedy, stopniowo, odsłaniają się przed nim zazdrośnie strzeżone tajniki cygańskiego życia. Udzielając Cyganom bezinteresownej pomocy, nauczywszy się z czasem ich języka, mogłem zostać „wtajemniczonym”, traktowanym prawie jak Cygan, nie jak gadżio. Z taborem, z którym zżyłem się najbliżej, złożonym z szesnastu rodzin, wędrowałem latem ubiegłego roku po Pomorzu Zachodnim. Poznałem z bliska, niejako od wewnątrz, blaski i nędze koczowniczego, cygańskiego życia. Wieczory do późnej nocy spędzaliśmy na polanach wokół ognisk, które Cyganki rozniecały, łopocząc długimi spódnicami. Rozmawialiśmy. Słuchałem o życiu i świecie widzianym oczami wiecznych tułaczy, słuchałem ich baśni i pieśni – tych powstałych nie wiadomo kiedy i gdzie – i tych – Papuszy.
Kto to jest Papusza? Jej imię brzmi jakby z sanskrycka?
- Nie wiem, czy istotnie imię to ma coś z sanskrytem wspólnego, trzeba by zapytać o to jakiego sanskrytologa. W zasadzie jednak nie jest to niemożliwe: język cygański, język ludu, który przywędrował do Europy z Indii, ma z sanskrytem wiele wspólnego; niektóre słowa są identyczne z sanskryckimi... Ale pytał mnie pan o Papuszę. To moja dobra znajoma, Cyganka, z którą stale koresponduję. Oprócz wielu zebranych przeze mnie tekstów cygańskich pieśni ludowych mam w swoich zbiorach wiersze Papuszy. Bo Papusza, Cyganka, która własnymi siłami nauczyła się czytać i pisać, jest poetką. Dostałem od niej niedawno fragment jej pamiętnika, który spisuje od lat, kierowana pragnieniem utrwalania swoich przeżyć. Przeczytam urywek, w którym Papusza pisze po polsku o tym, jak nauczyła się czytać i pisać:
„Ja byłam jedna u matki. Było mi dobrze na jedno, ale na drugie było źle, bo nie umiałam czytać, mając 12 lat i nie umiejąc gazety czytać. Bardzo chciałam się uczyć czytać, ale rodzice nie dbali o mnie. Ojczym był pijak, w karty grał, matka nie miała pojęcia, co to nauka i czy trzeba, czy nie to dziecko uczyć. I mamusia miała swój kłopot z ojcem, że był pijak, jak dziś jeszcze jest i do śmierci tak będzie. Otóż to dziecko skąd mogło się uczyć? Takie dziecko dobrze się chowało samo. Prosiłam dzieci, co chodzą do szkoły, ażeby mi pokazali jakie parę liter, i tak było. Potem coś ukradłam i nosiłam im, żeby mnie uczono, i tak się nauczyłam a b c d i tak dalej. Blisko nas mieszkała sklepikarka. Łapałam kury i jej dawałam i ona nauczyła mnie czytać. A potem czytałam dużo gazet i różne książki. Czytać umiem dobrze, ale pisać – szkaradnie, bom mało pisała, a czytałam dużo. I tak zostało we mnie na całe życie, aż do dziś. Jestem z tej nauki dumna, pomimo że nie jestem uczona w szkołach, sama przez się... Że umiem czytać, to Cygani ze mnie się śmieli i pluli na mnie. Byli bardzo niedobre na mnie z powodu tego, że umiałam czytać... co chcieli, to mówili na mnie, a ja im na złość czytałam jak najwięcej... Prosiłam rodziców, żeby mię dali do szkoły, ale nie chcieli słuchać o tym, co ja ich prosiłam. Mówili: No, będziesz pani nauczycielka. I dałam spokój z tym i tylko czytałam, czytałam, aż mnie oczy bolały.”
Papusza układa słowa pieśni cygańskich i pisze wiersze po cygańsku. Szkoda, że brak czasu nie pozwala na przytoczenie tych ciekawych utworów w całości. Są wśród nich takie, które opiewają urok wędrownego życia, są i inne, w których autorka nawołuje swych współplemieńców do emancypacji. Do pierwszej grupy należy „Gili tugani” (Smutna piosenka). A oto jej fragment po cygańsku:
Dikta raja o do wesz,
O do kało, baro wesz.
Pasie wesz paniori,
Andre wesz jagori,
Jagori tykni.
Do wesz i do jag
Dawa isy miri bacht,
A do tykni, bystri paniori,
Dawa isy miri dżi –
Romałe, ne...
W dosłownym przekładzie brzmi ten fragmencik następująco:
Spójrz, panie, na ten las,
Na ten czarny, wielki las.
Koło lasu rzeczka,
W lesie ogieniek,
Ogieniek mały.
Ten las i ten ogień
To jest moje szczęście,
A ta mała, bystra rzeczka,
To jest moje serce –
Cyganie, hej...
W innym wierszu, rozpoczynającym się od słów: „Aj, romałe, so kerén?” Papusza zachęca Cyganów do porzucenia koczowniczego trybu życia i do uczenia dzieci:
Aj, Cyganie, co robicie?
Gdzie z domu wyjeżdżacie?
Lepiej mnie posłuchajcie
I do pracy się zapiszcie.
Bo jak tego nie zrobicie,
W więzieniach będziecie siedzieli.
Lepiej wam osiąść na miejscu
I dzieci swoje uczyć.
JULIAN TUWIM
CYGANIE. Rozmowa Juliana Tuwima z Jerzym Ficowskim.
19 stycznia 2012 18:00
Wędrowny naród cygański od 400 lat żyje wśród nas, a przecież dotąd tak mało o nim wiemy, tak fałszywe i wypaczone mamy o nim wiadomości. Cyganami straszyło się u nas dzieci, Cyganie uchodzili tylko za złodziei, Cyganki zaś za wróżbitki; poeci z drugiej strony tworzyli wyidealizowane, gdyż wyimaginowane postacie koczowniczego narodu. Ale gdzieś pośrodku, pomiędzy drobnym złodziejaszkiem a romantyczno-legendarnym bohaterem, była i jest jakaś realistyczna prawda o »Romach« (tak zwą siebie samych). Jako stary cyganofil zwróciłem się do młodego poety, cyganofila i cyganologa Jerzego Ficowskiego z prośbą, aby z -bogatego zasobu swoich wiadomości o Cyganach udzielił czytelnikom »Problemów« pewnych szczegółów o dziejach i życiu narodu, którego stał się jednym z bardzo nielicznych u nas historiografów i badaczy.