"Demony cudzego strachu" Wspominki cygańskie.

"Demony cudzego strachu" Wspominki cygańskie.

Jerzy Ficowski

"Demony cudzego strachu" Wspominki cygańskie.

Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza

Warszawa, 1986

"Jeszcze nie byłem pewien, że miałem zaszczyt spojrzeć w oczy samemu diabłu; przekonałem się o tym dopiero później, kiedy nie traktowano mnie już w taborze Phuroro jak podejrzanego intruza. Pozyskałem z czasem ich przychylność. Nie poszło mi to łatwo, bo nie mogłem im przecież okazywać wsparcia w poczynaniach zbyt egzotycznych jak dla mnie. Zawsze jednak pozostaje coś w rodzaju neutralnego marginesu, na którym można współdziałać z satysfakcją obu stron, budując wzajemnie zaufanie. Czym mogłem im służyć? Napisaniem listu, zdobyciem lekarstwa, interwencją w miejscowej gminie czy u sołtysa. I tak nieufność do mnie malała. Aż zmalała do tego stopnia, że pewnego razu Cyganka nie wrzuciła już do ognia ani nie schowała do kieszeni swego małego diabła, ale pokazała mi go na otwartej dłoni. 
- Diabełek? - spytałem. 
- No. Ale nie z ognia piekielnego, tylko z mojego ogniska. 
Był mały, z różkami, miał ogon z czarnych włosów, rodzony braciszek tamtego, widzianego przed paru miesiącami, którego wrzucano w płomienie. 
- Jeszcze ślepy - stwierdziła Cyganka i sięgnęła po resztkę wyszłej z obiegu talii kart, "zawróżonej" doszczętnie. Wyjęła asa kierowego i paznokciem wydłubała mu serduszka, utoczyła z nich małe czerwone kulki i wcisnęła w diabełka, poniżej jego rogów: już miał ogniste oczka, był gotów.

Byłem świadkiem produkcji demonów cudzego strachu; lepiła ich kilka na zapas. Powstawały ze zmiękczonego nad ogniem ogarka świecy... Diabłu ogarek! Część starego porzekadła nabrała nagle nowego, dosłownego znaczenia. Ale nie miały to być same diabły. Obserwowałem narodziny także innych figurek, chyba jakoś pokrewnych.

Diabełki powstawały z ugniecionej świecy, zmieszanej ze skruszonym węglem drzewnym z ogniska. Masa była lśniąca i czarna jak smoła, diablej maści. Z niej powstawały diabły. Z niej też ukształtował się jakiś heretycki, zionący potępieniem krzyk. Wydawał się raczej godłem oprawców niż znakiem wielkiej Ofiary. Za chwilę owinięty pasmem włosów nabrał wyrazu tajemniczej grozy i odrazy. Potem zaczęły się Trupki, już z samej bladej, bezkrwistej świecy, bez węgla; niebieskookie, wyciągnięte wzdłuż, sztywne, z rączkami skrzyżowanymi na piersi.

Od dawna interesowałem się demonologią różnych ludów, widziałem figurki demonów, obiekty kultu i bojaźni, fetysze, podobizny nadprzyrodzonych istot. Ale o diabłach własnego chowu, przeznaczonych tylko dla obcych, o demonach "na wynos" dowiadywałem się po raz pierwszy. Dla swych własnych twórców były nieszkodliwe, prawie swojskie, nie zagrażały niczym. Straszne miały być tylko dla innych. Miały w sobie, mimo swej człekokształtnej czy demonopodobnej figury, coś pajęczego, budzić miały lęk wzmocniony wstrętem, karaluchowate, "nieczyste", kosmate.

Aby odwrócić zło, które komuś zagraża, aby uzyskać za tak dobroczynne działania godziwe wynagrodzenie, trzeba, by bezcielesna obawa, nieuchwytny lęk przybrały postać Złego, wcieliły się w jego zaskakującą widzialną obecność i namacalny kształt. A może trzeba również - wyznając i uprawiając tego rodzaju "magię zarobkową" - być samemu uodpornionym na wszelkie nieba i piekła, na szatanów i aniołów? Kpić sobie z kotów przebiegającym nam drogę i z krzyku sowy?" str 64-65 

Spis treści  :  

Książki, których nie napisałem 
Od plotki do legendy 
Cygan honoris causa 
Morkosz 
Demony cudzego strachu 
Grzeszna miłość 
Przemytnicy życia 
Epitafium z podpisami 
Rinaldo Rinaldini 
Porwanie Randii 
Tańcowała Małgorzatka z Cyganami 
Falorykta

Więcej szukaj w zbiorach CDKP