Ustawiamy krzesła, dzieci siadają, przychodzą następne panie z zespołu Riabina, to one poprowadzą to spotkanie. Kobiety pytają, czego dzieci chciałyby się dowiedzieć, a ci opowiadają dumnie, „a my już wiemy jak się pisze ikony!”, „trzeba to robić w chustkach na głowie!” - dodają dziewczynki. Przypominają sobie o rozłamie, reformach, mówią, że Starowierzy tak jak dawniej żegnają się dwoma palcami. Panie z zespołu podchodzą i pokazują jak się składa poprawnie palce. Dzieci wspominają o chrzcinach w beczce, pani Irena pokazuje zdjęcia swoich wnuków, które jeszcze nigdy nie chorowały. „Pewnie też przez to, że co tydzień chodzą do bani”, na co dzieci od razu opowiadają o rozgrzanych do czerwoności kamieniach i kąpieli w przerębli...
Chłopcy chcą zobaczyć prawdziwego starowiera, takiego z długą brodą, w rubaszce. „Teraz się wszystko zmienia, tylko straruszkowie noszą brody, młodzi to nawet palą i piją...”
Panie wychodzą na chwilę, aby wrócić pięknie przebrane w czerwone sarafany, białe koszule, modniki i chustki. Zaczynają śpiewać, niektóre dzieci po raz pierwszy słyszą śpiew wielogłosowy, ktoś próbuje pod nosem. Zaczyna być coraz weselej, i zaraz panie ruszają korowodem do środka. „Kto chce spróbować”, na co wszyscy wyrywają się i już zaraz słychać rytmiczne tupanie i podśpiewywanie. Dziewczęta oczywiście chcą się przebrać, i już zaraz panie dokładnie tłumaczą jak i co po kolei trzeba wkładać. Teraz już wszyscy tańczą, wielu chce się zapisać do zespołu, ktoś nawet zapytał czy mógłby zostać staroobrzędowcem.
Odpoczywamy, później dzieci bardzo dziękują i wybieramy się na spacer. Idziemy do molenny, obok jest cmentarz, idziemy do grobu ostatniego nastawnika. Tam duży, dębowy krzyż, zdjęcie w rubaszce, napisy w starocerkiewnosłowiańskim. Wracamy szybko do autobusu, bo mróz jest chyba dwudziestostopniowy. Dzieci otwierają chipsy i przypominają słowa pieśni.